Posty

Maszeruj albo zdychaj...

Dzien powrwszy.  Wyladowalem w Lukla, podobno na jednym z najniebezpieczniejszych lotnisk świata. Jakoś mnie nie przestraszyło. Widoki o poranki, niewiarygodne. Słońce  które wstaje, i powoli rozświetla  doliny, a w tle białe szczyty wysokich gór, zwala z nóg. A to dopiero przdsmak.. Mam nadzieje.  Na ulicy pusto, Lukla  powoli budzi się do życia. Mijam kolejne "restauracje", Guest Haus'y, i Starbucks'a. Szczyt hipserstwa. ;) Zatrzymuję się w pierwszym otwartym barze, i zamawiam zupę... Przegryzam bułką którą przytargałem  z Kathmandu, i konsternacja. Nie ma mojej pięknej niebieskiej butelki z wodą... Albo wypadła w luku, albo ukradli. A była pełna wody... Szlag. Ruszam na szlak. Jeszcze tylko kontrola pozwolenia, i w długą.. Nie jest źle, ale to pewnie dla tego że z górki, i początek.  Mam dotrzeć do Phakding, i tam nocować... To pierwsza baza, i aklimatyzacja. Dotarłem tam o 10, z zapasem sił. I tak mnie pokusiło żeby iść dalej.  No i posżedlem....

Lęki...

Pominę kilka dni, ale uzupełnień je w wolnej chwili, jak bede miał prąd, i WiFi.  Dziś jest ostatni dzień przed...  Jutro o 6.15 mam samolot do Lukla, gdzie zaczynam "spacer" po himalajach.  Plan jest ambitny, nie wiem czy nawet nie "za"... Chcę dojść do Eberest BC, potem przez przełęcz CHO ŁA do GOYKO. Po drodze jeszcze kilka punktów widokowych, i w sumie trzy razy ponad 5.400 mnpm. Chciałem wejść na 6000, ale to się raczej nie uda samemu. Tu już trzeba mieć specjalistyczny sprzęt, i asekuracje., W kazdym razie po 4 dniach w Kathmandu, gdzie zbierałem informacje, i kompletowałem sprzęt, mam coraz wiszeksze obawy, czy dam radę. Czy kondycja pozwoli, czy jednak zmęczenie 2 miesiącami szlajania się po Indiach i Bangladeszu, walka z angina, i przeziębieniem nie odbije się teraz czkawką.  Czy pogoda nie zawodzie, i czy nie zgubie szlaku. Czy wystarczy kasy, zapasów, i czy plecak mnie nie wykończy, bo mimo przeparkowania, i zabrania absolutnego minimum, to i tak wazy pew...

Bangladesz- podsumowanie...

Bangladesz, podobno jedno z najbiedniejszych państw świata, i jedno z najbardziej zaludnionych. Ja tego nie odczułem. Nie ma jakiejś drastycznej różnicy pomiędzy nim, a Birma. Może jakieś 5lat, zanim w Biemie pozwolono na tel.komorkowe i TV SAT.  Tu jeszcze smartfon to duży luksus, a TV rzadkość.  Choć na ulicach widać niezłe auta, czasem nawet luksusowe europejskich producentów.  Ludzie to najżyczliwsza nacja jaką spotkałem do tej pory. Aż bywa to męczące, a czasem krępujące.  Setki pytań z podstawowego zestawu, "skąd jesteś, i jak ci na imię". Czasem pytali "jak się masz", i sami sobie odpowiadali, "dziękuję swietnie" ;)  I jak się odważy tylko jedna osoba, momentalnie robi się wokół Ciebie kółko zainteresowanych, którzy powtarzaj te same pytania, albo pytają "anglojęzycznych". Byłem Chińczykiem, Japończykiem, Francuzem, Holendrem, i jeszcze kilkoma innymi nacjami.. ;) No i odmlodnialem o jakieś 15lat. ;) Sytuacja jest podobna gdy siadasz coś z...

Dziecko kolejarza...

Czas opisci Bangladesz. Co prawda wiza kończy się za 6 dni, ale wolę mieć zapas, gdyby się okazało że nie ma możliwości przekroczenia granicy, w miejscu które sobie wymyśliłem.. ;) Ale po kolei. ;) Z Jaflong wyjechałem rano lokalnym autobusem, wciśnięty w ostatnim rzędzie, pomiędzy plecaki, a siedzenia ktore mógłby zawstydzić RyanAir. ;) Wytrzęsiony za wsze czasy, z początkami choroby lokomocyjnej, wysiadłem w Sylhet, i na stację kupić bilet do Dhaka na jutro, bo dziś już nic nie jechało. Niestety nie było możliwości przejazdu z Sylhet w poprzek do Rangpur.  W Sylhet nocleg w znanym hotelu, gorący prysznic, i generały luz. Nie miałem siły, ani ochoty łazić po mieści i pstrykać. Zjadłem jakiś makaron w restauracji na dole, kupiłem owoce, ciastko, i colę. I tak zaopatrzony siadłem w pokoju, przeglądając to co udało mi się zrobić prze ostatnie trzy dni. Nie ma tragedi. Jest szansa że coś się uda wybrać. Brardzo bym chciał zrobić wystawę... Wieczorna herbata, która okzala się kolejna b...

Na dobicie.

Dziś dzien ostatni w Jaflong.  Pewnej warto by było zostać jeszcze z jeden, ale wiza się kończy, a ja nie wiem ile mi zajmie wyjazd z kraju, i czy nie będzie problemów. Więc dziś "dociskam". Zalazłem na dół, kombinuje z ustawieniami, żeby niwelować niedoskonałości aparatu, i mieć potem z czego wybrać ostre zdjecia. Pojawiła się wczoraj pewna koncepcja na zdjecia, ale niestety to nie na takie warunki, i czas. Może kiedyś ja wykorzystam. A narazie walczę. I znów to samo. Zapierdol, bieganina, kilogramy na głowie. A jednak jest czas na uśmiech, zdjecie, pogaduchy. Kosztem papierosa, palonego w biegu, albo zmiennika który musi iść kawałek dalej.  Dowiedziałem się że praktycznie wszyscy którzy tu pracują, to przyjezdni. W poszukiwaniu pracy, z innych regionów Kraju. Jaka musi byc bieda i desperacja, by przyjechać do tego piekła.  Niewyobrażalne.  Musiałem zrobić przerwę. Psychika siada, i cieżko się skupić w tym chaosie i hałasie. Obiat we wczorajszej jadłodajni, owoce, h...

"Dzień święty, święcić..."

Dziś piątek, czyli niedziela. Teroretycznie wolne. Ale tu jest jak u nas. Wszyscy wolne, centra handlowe zapieprzaja.  Wrocilem na wczorajszą "miejscówkę". Ale najpierw herbata w znajomej "herbaciarni" i omlet z trzech, w "barze mlecznym" obok. ;) muszę chyba zbadać cholesterol po powrocie. ;) choć i tak nie wiem jaki był przed. ;);) W kazdym razie dziś jest inaczej. Puściej, doły pozalewane wodą (w nocy pompy nie pracowały), więc ludzie albo pracują na obrzeżach, albo tam gdzie nie ma wody, a są kamienie. Koparki wywożą piasek, dzieciaki wybierają z niego drewno i kamienie, kobiety przenoszą kamienie na kopce, a faceci ładują to na ciężarówki. Do tego pogłębiają i poszerzają doły, konserwują pompy, i robią wszystko co niezbędne by jutro znow zacząć od nowa. I wcale nie jest lżej. Przy mnie obsunęło sie pare ton piasku, a facet uskoczył w ostatniej chwili. Łopat nie odzyskali.  Z racji że "niewiele" się działo, poszedłem w głąb piaskowej łachy, d...

Piekło...

Obraz
Ja pie...lę. Mógłbym napisać tylko tylę. Może nie wyraża w pełni tego co czułem, jak zobaczyłem "obraz" w Jaflong, ale w dość znaczyć stopniu odzwierciedla moją pierwsza reakcje. Było jeszcz słowo na "K"... Na początku. Ale po kolei.  Do Jaflong dojechalem z wycieczką studentów, która mnie zgarnęła w Sylhet, gdy szukałem właściwego autobusu. Dojechałem z nimi prawie do końca. Tuż przed przesiadłem się do rozklekotanego transportu międzymiastowego, i ostatnie kilometry walczyłem by nie odgryźć sobie języka, i nie stracic wszystkich pląb. ;) Masakryczne wertepy, autobus w stanie agonalnym, to zbyt dużo. Dojechałem, i lezę szukać hotelu.  Trafiam na jeden, który widać z daleka. 1000 Taka z noc. I nie ma dyskusji. Uparł się i co zrobisz. Idę szukać dalej, bo gdzieś doczytałem że jest coś tańszego w oklicy. Trafiam z pomocą lokalsa na przeciwko. Normalnie w życiu bym nie wiedział że to hotel, bo oczywiście nic po angielsku.  Pytam o cenę. To samo. Uśmiałem się, i negocju...