Posty

Wyświetlanie postów z grudnia 8, 2014

Stary a głupi..

Wstałem rano, z nadzieją na wschód słońca... Jakiś taki pięknie malowniczy. Ale nie wyszło... Wiec po trzech godzinach łażenia po płazy, wrócił na śniadanie do hotelu... ;) A potem poszedłem odespać pobudkę o 4.30.;) Jak sie obudziłem, to zrobiłem coś, co mi się nie zdażyło od początku wyjazdu. Zostawiłem w pokoju wszystko. Telefon, aparat, itd. Wziąłem kąpielówki, trochę kasy na coś do picia i polazłem na plaże. Ale nie umiem leżeć plackiem na piasku...;) Wiec łaziłem wzdłuż brzegu, po kolana w wodzie, ciesząc sié jak dziecko. Po jakichś 10 km, nabrałem ochoty na kąpiel. Wiec do morza, a potem położyłem się na brzegu, i myślałem o niebieskich migdałach, pozwalając obmywać sie falom. W sumie tak mógłby leżeć nawet dość długo, ale po pierwsze zacząłem wzbudzać niepokój ludzi, bo podchodzili sprawdzać czy żyje, a po drugie zrobiłem się głodny... Więc do hotelu, prysznic i coś zjeść. Miałem ochotę pójść do jednej "restauracji" żeby zjeść jakie owoce morza, ale przypomniała mi si...

23

Rano wymeldowałem się z hotelu, bo o 7 miał odjechać autobus do Ngwe Saung... Niestety okazało się że odjeżdża dopiero o 10.30... Więc wróciłem do Hotelu, odebrałem klucz i walnąłem sie na wyro... Źle się spało w tym syfie. Śmierdziało szambem, było duszno, wilgotno, a za oknem "tłukły" sie gołębie... No ale tani był...  W każdym razie o 9 po raz drugi wymeldowałem sie z hotelu, i poszedłem poszukać czegoś do jedzenia, bo poranną porcję bananów już dawno przetrawiłem.  Po jedzeniu na "przystanek" i czekam.. I wtedy moim oczom ukazał się transport... Cieżko go nazwać autobusem. ;) Taka krótsza wersja "ogórka" ale przód ja rasowa amerykańska ciężarówka.. ;) w środku wąskie siedzenia, ludzi więcej niż przewiduje jakakolwiek norma, kosze z bananami, bo na dachu nie było już miejsca. Moje miejsce zajął jakiś mnich, i był bardzo niezadowolony jak go z niego wyprosiłem.  Nie lubię ich... Tak samo jak księży...  80km, pokonaliśmy w 3h, cały czas siedziałem z nogam...

22

W sumie nic szczególnego... Umówiłem się wczoraj z nowo poznanym "Birmańczykiem" na oprowadzenie po okolicy. Sam zaproponował, i głupio było jakoś tak odmówić. Wiec o 10 wsiedliśmy na barkę, i przepłynęliśmy na drugi brzeg. W sumie to nie wiem po co był mi potrzebny. Niewiele się chciał dowiedzieć o tym jak sie żyje w Polsce, czy Europie, ja nie zrobiłem praktycznie żadnych zdjeć, skupiałem sie na tym co mówi, a na dodatek calu czas miałem wrażenie, że dałem sie naciągnąć na "przewodnika". W każdy razie jak wróciliśmy, na właściwy brzeg, pożegnałem się z im, ale nic nie zapłaciłem.  Wróciłem do hotelu, spakowałem się na rano, żeby "przeczekać" najgorsze słońce, i znów ruszyłem na spacer. Najpierw coś zjadłem, a potem przepłynąłem znów na druga stronę, tym razem sam. Polazłem tak jak chciałem, porobiłem kilka zdjęć, i wróciłem. W innym miejscu. Szczerze liczyłem na jakiś fajny kadr w zachodzącym słońcu, taki na obrzeżach, a nie "miejski". Nie udał...