Bangladesz- podsumowanie...
Bangladesz, podobno jedno z najbiedniejszych państw świata, i jedno z najbardziej zaludnionych.
Ja tego nie odczułem. Nie ma jakiejś drastycznej różnicy pomiędzy nim, a Birma. Może jakieś 5lat, zanim w Biemie pozwolono na tel.komorkowe i TV SAT.
Tu jeszcze smartfon to duży luksus, a TV rzadkość.
Choć na ulicach widać niezłe auta, czasem nawet luksusowe europejskich producentów.
Ludzie to najżyczliwsza nacja jaką spotkałem do tej pory. Aż bywa to męczące, a czasem krępujące.
Setki pytań z podstawowego zestawu, "skąd jesteś, i jak ci na imię". Czasem pytali "jak się masz", i sami sobie odpowiadali, "dziękuję swietnie" ;)
I jak się odważy tylko jedna osoba, momentalnie robi się wokół Ciebie kółko zainteresowanych, którzy powtarzaj te same pytania, albo pytają "anglojęzycznych". Byłem Chińczykiem, Japończykiem, Francuzem, Holendrem, i jeszcze kilkoma innymi nacjami.. ;)
No i odmlodnialem o jakieś 15lat. ;)
Sytuacja jest podobna gdy siadasz coś zjeść w przydrożnej garkuchni, czy choćby wypić herbatę.
Znów grupka ciekawskich stoi i się na cienie patrzy. ;)
Albo jak stajesz by zrobić zdjecie. Czekasz na odpowiedni moment, oni czekają z Tobą. Podziwiasz widoki, oni z Tobą,,choćby widzieli go juz milion razy.
Nie ma specjalnych cen dla turystów, nagabywania przez rykszarzy, sprzedawców, żebraków.
Są uczciwi, uśmiechnieci, pomocni. O ile potrafią coś po angielsku. Co niestety jest rzadkością.
To jeden z minusów , ale malutki, bo skoro ja dałem radę, to każdy da.
Bangladesz widziałem głownie z okien pociągu i autobusu. Podobno maja jakieś zabytki (trzy) wpisane na listę Światowego dziedzictwa, ale to jak znam życie tylko kupa kamieni.
Ja tam pojechałem do stoczni, zrobić zdjecia z rozbiórki statków.
Kiedyś widziałem dokument, i strasznie się "napaliłam". Jak pisałem wcześniej, nie udało się. Ale z perspektywy czasu dostałem wiecej niż mogłem się spodziewać i oczekiwać.
Jest cień szansy że to naprawdę dobre zdjecia. Może chociaż jedno ;)
Trochę szkoda że nie udało mi się pozwiedzać wiosek, przejść trasy trekkingu, zobaczyć jak żyją ludzie na wodzie. Ale brakło by czasu. No i nie dostałem pozwolenia. Może to dobry powód by tu wrócić. ;)
Czas pokaże. Bo nigdy nic nie wiadomo. ;) Wiem że to wyświechtane hasło, ale sprawdza się za kazdym razem.
Tak wiec...
Bangladesz warto. Nie dla zabytków, czy widoczków. Ale dla ludzi. I żeby nabrać dystansu do własnego życia, i pędu "bo muszę mieć".
Nie musisz, można się cieszyć tym co masz.
Komentarze
Prześlij komentarz