Dzienniki motocyklowe... ;)
Opuściłem Sajgon. Udało sie nawet wyjechać bez większych problemów, (pomijając przekładnię biegów) i do tego w jednym kawałku... Generalnie o 8 rano, wszyscy mechanicy jeszcze śpią, wiec do promu dojechałem na "trójce". Przypomniała mi się historia z wyjazdu do Turynu, gdzie miałem problm ze skrzynia,mi przez pół miasta przejechałem tylko na trzecim biegu. Ale tam sprzęgło,dostało mocno w kość. Tuż prze samą przystanią udało sie w koncu trafić jakis"zakład" i za pomocą młotka poprawić skrzynię. Jak się pózniej okazało nie na długo. W kazdym razie mogłem spokojnie wjechać na prom, bez obawy Że nie bede miał "luzu" i problemu z odpaleniem... Dalej droga wiodła przez małe miasteczka, niestety w połowie trasa szybkiego ruchu... Jak juz sie udało zjechać z "głównej" drogi, zatrzymałem się na jakieś jedzenie, i nawet przez chwilę pomyślałem o kawie. Ale po wczorajszej "poezji"... Nic juz nie bedzie takie jak kiedyś... Tak jak pisałem prze...