Posty

Wyświetlanie postów z grudnia 25, 2015

Delhi..

Dziś wstałem wcześnie. Nie da się tu spać. Do późna w nocy gadają na "recepcji", a od rana zaczyna się "życie"... Ubrałem się, umyłem i w drogę. Zjadłem coś, nie szczególnie smacznego, ale chyba muszę się przyzwyczaić... To nie pyszne jedzenie w Kambodży... Doszedłem sobie do centrum, tam znowu zaczepił minie jaki "kolega" i znów to samo... Podziękowałem, i dalej w swoją stronę. Potem znów kolejny, tym razem próbował mnie wysłać do centrum z którego właśnie wróciłem. Bo tam godzę szedłem (mój hostel) jest niebezpiecznie bo to dzielnica slumsów... ;)  Podziękowałem, poszlajałem  się po ciasnych uliczkach, wypiłem pyszny sok z pomarańczy, zjadłem znów coś niezbyt smacznego, i zrobiłem sobie przerwę. W sumie to nie bardzo mam juz gdzie chodzić... Old Delhi jest dziś zamknięte, bo muzułmanie mają święto... A cała reszta jakoś nie wyglada zachęcająco.. Więc tak łaziłem bez celu, nawet zdjęć nie robiąc za bardzo, bo mam wrażenie że drażnię ludzi... Mam nadzie...

W kraju pachnącym curry, moczem i kadzidełkami..

Doleciałem... Bez przygód, i nawet nie było strasznie męcząco, pomimo siedzenia w 8h w 4 miejscowym rzędzie... Qatar ma lepszą obsługę swoich lini... ;) Jak to w Azji, taksiarze kombinują, żeby jak najwiecej zarobić. Więc wsadzili mi do kompletu amerykankę, która wczesnej w samolocie zrobiła jakiemuś gościowi awanturę, bo się o nią "ocierał"... Wiec na wszelki wypadek odgrodziłoby się od niej plecakiem. ;) Skończyło się to gadaniem na dachu hotelu, i podziwianiu panoramy Delhi... Przy pełni księżyca... ;) Do swojego hostelu trafiłem ok.4 po 40 minutach błądzenia i szukania w zakamarkach slumsów. Strasząc szczury, i budząc śpiących na ziemi hindusów. Ale udało się, i położyłem się w łożku pachnącym curry, i kadzidełkami. Takimi lekko wilgotnymi.. Obudziłem się po godzinie zmarznięty, a w głowie myśli "przecież to Indie, powinno być ciepło..." Wyciągnąłem z plecaka śpiwór, i szczęśliwy poszedłem spać dalej. Po godzinie obudziłem się, bo za gorąco... Jak nie uro...