CHILE - MANIANA #ATACAMA #DESERT #CHILE
Od rana walczę z samochodem. Panowie czekali, zaholowali do „warsztatu”, i powiedzieli że zrobią. Jeden jedzie po części 100km do Calamy, a drugi w między czasie ma rozkręcić auto. Powiedziałem że wpadnę za trzy godziny, porobić foty, i wróciłem do hostelu zjeść śniadanie. I korzystając z przymusowego postoju, uzupełnić bloga. o 12 melduję się w warsztacie, a tam odkręcone koło. i tyle. Merror już dawno by rozebrał pół samochodu.. No cóż. Gorąco jest, a „najazd” niezacieniony. Wracam do noclegowni. O 14 idę znów. Tym razem nie ma nikogo, a w aucie odkręcony przegub.. Sjesta zapewne.. powoli tracę cierpliwość.. Ale co zrobić, jak oni nie rozumieją po angielsku, a ja nie gadam po ichniemu. Jak ich opierdalać…? Po polsku..? Klnąc pod nosem poszedłem na kawę. Trochę mnie uspokoiła. O 17 wracam do warsztatu. Rozkręcone. Pełen nadziei, pytam co dalej. Za ile skończy. Ale płonne moje nadzieje na odebranie auta juto. Szlag trafił docisk, nie tarczę jak zakładal...