Posty

Wyświetlanie postów z stycznia 11, 2016

Ostatni dzień w Waranasi

Wstałem jak zwykle ok.8. Cóż z tego że późno, skoro w nocy i tak się budzę co dwie godziny zlany potem. A hałas zaczyna męczyć od 6 rano. Śniadanie, pakowanie i spacer na nową miejscówkę. Klasyk. Ale mega pozytyw. Czysto, schludnie. miło. Pokój wieloosobowy, łazienka z ciepłą wodą. Jak w Azji. ;) Zostawiłem graty, i w miasto. Znów połazić. Jakoś mało zdjęć robię... "Łapie" sie na tym, że porównuję sporo do Birmy, albo ogólnie do całej zeszłorocznej wyprawy... A to juz było, a tamto było ciekawsze, itd. Jakoś tak trochę bez serca... A to dopiero dwa tygodnie.  Meczą mnie te Indie. Moze to wina anginy, a może męczącego "kina" przed wyjazdem... Nie wiem. Tak sobie wspominam zeszły rok, i pierwszy kontakt z Birmą... Zupełnie inaczej. Ale to pewnie czynnik ludzki. Tam sie ludzie uśmiechają, odpowiadają na pozdrowienie, są mili i przyjaźni. Tu tak nie jest... I do tego ten hałas... I wszechobecny smog... Wysysa z Ciebie całą energię...  Ale co tam. Jeszcze kilka dni, a po...

Święty ściek, i cała reszta...

Waranasi. Święte miasto. Najważniejsze dla hindusów. To tu przybywają "dokonać" żywota, lub "puścić  sie dymem". Można też dokonać oczyszczającej kąpieli w Gangesie. Choć słowo "oczyszczać" w tym przypadku nabiera nowego znaczenia.  Nie widziałem pływających trupów. Trochę żałuję, bo wtedy miałbym motywacje by do pełnego fotoreportażu zapłacić za pozwolenie na zdjecia z ciałopalenia. Ale zdechłe krowy, czy świnie pływające w rzece tez robią wrażenie. Zaraz obok prana jest pościel dla hoteli i ubrania dla ludzi. A potem wszystomto jest suszone na gównie... Ot całe Indie. Tu nie szanuje się nikogo i nic. Wszystko jest byle jakie, zrobione na odpierdol. Gorzej jak w Polsce. Całe te Indie,mto jedna wielka prowizorka... Chwalą się "atomówka", nowoczesną, ogromną armią, a sraja na ulicy, maja problem z prądem, nie maja kanalizacji, a korupcja zżera sama siebię. Porobiłem dziś trochę kilometrów... Znów polazłem tam gdzie nie powinienem, i przez chwile z...