Posty

Wyświetlanie postów z lutego 7, 2016

Ognioodporni...

Zgodnie z planem, dziś polazłem znow do stoczni... Bo co tak będę w hotelu siedział... I zgodnie z poleceniem mojego kolegi, zacząłem "dociskać" ;) kupiłem nawet fajki za całe 200 taka, czyli tyle ile "dobre" jedzenie w restauracji. Poszedłem w koszta. ;) Miejscówka znana, niektórzy mnie już rozpoznawali, więc łażę, kręcę się, szukam. Czasem ktoś zagada, czadem tylko krzyknie. A czasem tylko podchodzą w milczeniu jak zombie, i stoją patrząc co robisz.  Wracając trafiłem na wciąganie statku na brzeg. Trochę to trwało, ale przecież nie mam nic innego do roboty. Więc przystawałem i czekam. Do wciągnięcia używa sie jednej wyciągarki, stalowej liny, kilku konopnych, czy też kokosowych, trzech sprawnych jednostek pływających, dwóch łódek drewnianych i ok. 30, 40 ludzi... Niestety nie doczekałem końca procesu, ani tak naprawdę początku, bo pękła lina (konopna) i przerwali zabawę. Więc odwróciłem się na pięcie, i zobaczyłem czarny dym. A jak jest dym, to jest i coś ciekaweg...

Baloniki..

Dziś była koncepcja na balony. Bo gdzieś doczytałem że Dhace robią balony. No i polazłem szukać. Kolejne kilometry.  Droga trochę znana, bo kierunek jak garbarni. Ale tym razem zagłębiłem się po drodze w świat recyklingu. W ruderach, domach, fabryczkach, w hałasie, w ciemnościach, przerabiają odzyskany plastik na wszelkiemu maści produkty. I tak powstają klapki, węże ogrodowe, oprawki,mi diabli wiedz co jeszcze. Praca głownie w malutkich manufakturach, ale widziałem też duże linie produkcyjne. Niestety do sfotografowania słabe. Ciemno i ciasno.  Idę dalej. Przechodzę przez most nad czymś co kiedyś było rzeką, a teraz jest wysypiskiem śmieci. Idę na "czuja" bo nie mam pojecia gdzie dokładnie są te fabryki. Google Maps nie pomogło ;) Mijam jakąś jedna niewielka, mało fotogeniczną, ale za chwile trafiam na produkcje "garnków" z amelinium. Znów całe rodziny, i wszystko ręcznie. Ehhh.  I tak sobie chodzę, szukam, żar z nieba, setki pytań, krzyków i dziwnych odgłosów (mia...

Ołowiane żołnierzyki...

Dziś była koncepcja na zmianę lokalizacji. Dalej stocznia, ale w innym miejscu, a przy okazji cegielnia.  W sumie to tylko 6km w jedną stronę. ;) I tu znów potwierdza się koncepcja chodzenia. Bo jak bym pojechał transportem jakimś, nie trafiłbym na dzielnicę "stalową" gdzie przerabia się blachę z odzysku, i nową, na rożne inne poerdoly potrzebne do budowy innych pierdoł. Mniejszych i większych. I po raz kolejny rzyczliwość mieszkańców Bangladeszu daje o sobie znać. Mogłem połazić gdzie chciałem, i popstrykac co chcialem. Oczywiście w pakiecie z tym czego ni do końca chcialem, czyli dziesiątkami selfie... ;) No i tak poszło z "ogniem" półtorej godziny. Dodatkową nagrodą, była pyszna herbata ze świeżą miętą.  To już trzecia wersja herbaty pitej w Bangladeszu. Pierwsza z Imbirem, druga klasyczna ze skondensowanym mlekiem i cukrem, i ta trzecia. Zadowolony lezę dalej. Przejście przez most, gdzie z daleka widać wyładunek cegieł z barek. Równe stosy, z prześwitem na cięża...