Posty

Wyświetlanie postów z stycznia 8, 2015

Ale Sajgon...

Obraz
To powiedzenie ma odzwierciedlenie w realiach. Przynajmniej jeżeli chodzi o ruch uliczny... Masakra. Przejść przez jezdnie,mto jak prosić się o smierć. A każde udane, to jak wygrana na loterii;) Co z tego że pasy, że światło zielone. I co z tego że winny jest zawsze większy, w przypadku "kolizji". Wiadomo że w starciu z metalem, pieszy ma najmniejsze szanse... Po śniadaniu, w jakimś chodnikowymi "barze" poszedłem w stronę Continentala, by spełnić wczorajszą obietnicę. Jak namta,i prestiż kawa nawet nie była droga, ale za to niedobra... Jak widać nie można mieć wszystkiego. Musiał mim wystarczyć klimat. ;) naładowany pozytywnie, poszedłem na Szlajanie. Szukałem kadrów, które bedą choć trochę inne od tego co zrobiłem do tej pory, i zupełnie inne niż te w internecie.. I tak łażąc po tym mieście, co jakoś czas igrając śmiercią, zrobiłem prawie 40km... Trafiając w rożne dziwne miejsca, cały czas z zachwianym poczuciem bezpieczeństwa... Ale za to nam koniec trafiła mi się...

Dzień w którym przestałem się uśmiechać...

Obraz
... Ale po kolei... Wyjechałem jakoś o 8 rano, po śniadaniu,mi nieudolnej próbie znalezienia pływającego marketu. Ale jakoś sie tym za bardzo nie zmartwiłem. ;) Do przejechania jakieś 150 km. Licząc wszelkie "wycieczki" poza trasę. Cel - Ho Hi Minh. To był dobry pomysł na podróż.. W sensie zakup tego skutera. O ile wytrzyma. ;) Dojechałem do Sajgonu, ok. 12, ale jeszcze godzinę zajęło mi dotarcie do hostelu. Ogromne miasto, pełne skuterów, samochodów, rykszy i wszelkiej maści pojazdów transportowych. Co dziwne, nie zauważyłem jakichś szczególnych korków. Glowne ulice szerokie, dobrze oznaczone i połączone. Przyjemnie sie jeździ. Łatwiej się poruszać skuterem niż, przejść przez trzy pasy jezdni ;)  Wjazd do miasta prowadził w załóż kanału, jednego z kilu jakie są w Sajgonie. Kanał wyglądał jak by ktoś wypompował z niego wodę, i wpuścił mazut. Czarna, gęsta i śmierdząca woda, a w niej kapiący sie ludzie, rybacy którzy siedzą na brzegu próbując coś złowić na obiad, a tuż obok sk...