Posty

Wyświetlanie postów z stycznia 12, 2016

Święte drzewo..

Bodhgatya to święte miejsce dla buddystów. Nie będę przepisywał wiklipedi, wystarczy napisać ze pod tym drzewem (a raczej jego dziadkiem), Budda doznał oświecenia i wygłosił swoje pierwsze kazanie. Zeby sie tam dostać, musisz odstać w kolejce, potem przejść przez dwie bramki lotniskowe, i dwa macanka. Policja jak to w Indiach chamska i nieuprzejma. Przypieprzyli sie oczywiście do mnie o telefon. Na nic tłumaczenia że wyłączony, że mam aparat, więc po cholerę mam używać telefonu. Czy ja wyglądam jak idiota od selfie...? Albo japoński turysta? Nie dało rady. Uparł się tępak, i musiałem wracać oddać tel. do depozytu. Tu kolejny absurd. Miejsce kultu odwiedza dziwnie setki tysięcy osób, a oni mają 240 szafek na telefony... Trzeba mieć siano w głowie... Odstane kolejne 30 min, aż w koncu ktoś oddał kluczyk, i powrót do bramek. Oczywiście potem widziałem mnóstwo osób z telefonami i iPadami. I jakoś mogłeś wejść. Ehhh. Całe szczęście że rano zjadłem pyszne śniadanie. Inaczej byłbym wkurwiony ...

Bodhgaya

Czas ruszyć dalej. 3 dni w Waranasi to wystarczająca...  Pobudka o 7, szybkie mycie, pakowanie i w drogę na stację. Trżeba jeszcze dojechać rykszą prawie 20km, bo z Waranasi pociąg nie odjeżdża. Klasyka. Po 40 minutach telepatia i pizdziawki wyladowalem na właściwej stacji. Coś do zjedzenia, jakieś owoce, woda i można jechać.male tu pierwszy Suprise. Opóźniony. Najpierw 1h, potem, 1.5, na na koncu 2.30. Nienawidzę. Ostatnio za kazdym razem pociąg ma opoznienie. Marnuję życie na stacjach, a potem w pociągu. Dojechałem z 3h opóźnieniem. Oczywiście to nie był jeszcze koniec drogi. Teraz tuk tuk i kolejne 20km. Na szczęście złapałem jakichś rosyjskich buddystów, dzięki temu koszty poszły na 4. Na miejscu kolejny problem. Hostel. Wszystko pełne, a ceny z kosmosu. Udało się wynegocjować nocleg, wiec juz tylko pozostało pójść na rekonesans.  Mnóstwo mnichów, znajomych z Birmy, Kambodzy... Ogrom buspddystow w Tybetu, Nepalu, Japoni. Cała mieszanka kolorów i strojów. Ale najlepsze że w...