Posty

Wyświetlanie postów z lutego 5, 2016

Iron Man's

Dzień drugi w stoczni. Dziś juz na drugim brzegu słychać stukot młotków.  Zjadam omlet z trzech jajek, herbata i ciastko i w droge.  Dobijam do brzegu, i jest dobrze. Ruch jak w ulu, chalas niemiłosierny. Setki młotków, silniki łodzi, agregaty, wyciągarki. Niewiarygodne. Statki przygotowywane są już cześciowo na "redzie", gdzie czekają w kolejce do wciągnięcia. I nie ważne czy trzeba wyjąć potężne silniki, czy wyciąć jakis element, czy też tylko "obstukac" do malowania. Jak tylko zwalnia się miejsce, wciągają delikwenta na brzeg, i zaczyna się już na poważnie. Wycinanie poszycia, spawanie, latanie dziur, malowanie. Najbardziej zdumiewa "obstukiwanie" z  rdzy. Przez 10h dziennie faceci napierniczają w blachę młoteczkiem wielkości tego ze "Skazanych na shawshank".  Widziałem tylko kilka szlifierek. A przecież było by szybciej i ciszej. Ale może się mylę.  W kazdym razie warunki pracy żadne. Zabezpieczeń, kasków, rękawic, gogli, czy masek nie ma. Ja...

Dzięki Ci Google Maps... ;)

Trafiłem do stoczni. Dzięki Google Maps namierzyłem miejscówkę. Udało się dostać bez problemów, nikt nie strzela, nikt nie krzyczy. Radość wielka. Jedyny minus to piątek. Czyli nasza niedziela. Ale jednak ktoś pracuje, więc można zrobić rozpoznanie tarenu, i coś przy okazji popstrykac. Jestem zajebiscie zadowolony. Oby tylko choć kilka była ostra.  Cały dzień łażenia, zmów zapomniałem że trzeba coś pić i jeść. Ratuje herbata. Co zresztą zawsze wywołuje sensację i spore zainteresowanie lokalsow.  Wracam do hotelu, po drodze odwiedzam "restauracje" która niby serwuje chińskie jedzenie. Pytam sie pana co lepsze, czy krewetki z grilla, czy po chińsku. Pan oczywiście nie rozumie, więc zamawiam z grilla. Czekam 25 min. I dostaje krewetki w cieście, i po chińsku. No i klops. Bo nic z tego nie zamawiałem. Tłumaczę co jak, w końcu Pan załapał, i od zabrał do kuchni chińską wersję...  Nigdy nie zrozumiem w czym problem w tych azjatyckich "kuchniach". Na targu wybór wszelkiej ...