"w dupie nigdzie"...
Dotarłem do Puerto Montt. Plan był chytry. A nawet ambitny. Miałem tu wsiąść na prom i dostać się do Puerto Chacabuco, i stamtąd dalej, już lądem do Marmurowych jaskiń. Po drodze oglądając z pokładu promu piękne wyspy, i być może delfiny. Ale to Chile, a w Chile cały czas pod górkę. Okazało się że biletów na prom nie ma. Najbliższy wolny termin to 12.02. (jest 7.02), a i to tylko w najdroższej kabinie. Może bym nawet i przeżył to AA, ale czekać w tej dziurze 5 dni, to dramat. Druga opcja, to dopłynięcie do innego portu, i tam kombinowanie co dalej. Ale znów prom dopiero za dwa dni. A diabli wiedzą co będzie dalej. Ostatnia próba - autobus. Tu znów dramat. Najbliższy wolny termin sobota. No i jak tu się nie wkurwić... Próbowałem kupić bilet na prom kilka dni wcześniej przez internet, ale okazało się to niewykonalne. Mimo iż system pokazywał wolne kajuty. Trzeci świat. Wściekły, z wizją kiblowania w tej mieścinie, kombinuję co zrobić. Nie ma za bardzo opcji. Jedyne wyjście to...