Posty

Wyświetlanie postów z lutego 10, 2017

"w dupie nigdzie"...

Dotarłem do Puerto Montt. Plan był chytry. A nawet ambitny. Miałem tu wsiąść na prom i dostać się do Puerto Chacabuco, i  stamtąd dalej, już lądem do Marmurowych jaskiń. Po drodze oglądając z pokładu promu piękne wyspy, i być może delfiny. Ale to Chile, a w Chile cały czas pod górkę. Okazało się że biletów na prom nie ma. Najbliższy wolny termin to 12.02. (jest 7.02), a i to tylko w najdroższej kabinie. Może bym nawet i przeżył to AA, ale czekać w tej dziurze 5 dni, to dramat. Druga opcja, to dopłynięcie do innego portu, i tam kombinowanie co dalej. Ale znów prom dopiero za dwa dni. A diabli wiedzą co będzie dalej. Ostatnia próba - autobus. Tu znów dramat. Najbliższy wolny termin sobota. No i jak tu się nie wkurwić... Próbowałem kupić bilet na prom kilka dni wcześniej przez internet, ale okazało się to niewykonalne. Mimo iż system pokazywał wolne kajuty. Trzeci świat. Wściekły, z wizją kiblowania w tej mieścinie, kombinuję co zrobić. Nie ma za bardzo opcji. Jedyne wyjście to...

Wulkan Villarrica - bo pogoda była...

Obraz

Golgota w Mikołajkach...

Po nocnej jeździe autokarem, wylądowałem o 7 rano w Pucon, który przywitał mnie pięknym wschodem słońca z wulkanem Villarrica w tle.. Więc najpierw szukałem "czystego strzału" na zdjęcie, co niestety było dość trudne. W drugiej kolejności wypiłem kawę i zjadłem jakąś bułę na śniadanie (chilijskie panini), bo mój hostel otwierał podwoje dopiero o 8rano. A pokój mogę dostać o 14. Dotarłem do hostelu, który okazał się domkiem jednorodzinnym zaadoptowanym na potrzeby hostelu. Tak więc na dole kuchnio-salonie chrapali domownicy, a na piętrze mieszczą się klitki w których upchnięto piętrowe łóżka. Ciasno, duszno i gorąco. Mocny przeskok po wcześniejszym apartamencie. Na szczęście to tylko dwie noce. Zostawiwszy plecak, polazłem wytracać czas. Kupiłem jogurt, bułkę i na pomost. Widok na wulkan piękny, jezioro fajne, choć dostęp do plaży mocno utrudniony. Jest tylko marina. Plaże albo prywatne, albo płatne, albo daleko. Ale że ja plaży nie lubię, to poleżałem sobie na pomoście ...