Na dobicie.
Dziś dzien ostatni w Jaflong. Pewnej warto by było zostać jeszcze z jeden, ale wiza się kończy, a ja nie wiem ile mi zajmie wyjazd z kraju, i czy nie będzie problemów. Więc dziś "dociskam". Zalazłem na dół, kombinuje z ustawieniami, żeby niwelować niedoskonałości aparatu, i mieć potem z czego wybrać ostre zdjecia. Pojawiła się wczoraj pewna koncepcja na zdjecia, ale niestety to nie na takie warunki, i czas. Może kiedyś ja wykorzystam. A narazie walczę. I znów to samo. Zapierdol, bieganina, kilogramy na głowie. A jednak jest czas na uśmiech, zdjecie, pogaduchy. Kosztem papierosa, palonego w biegu, albo zmiennika który musi iść kawałek dalej. Dowiedziałem się że praktycznie wszyscy którzy tu pracują, to przyjezdni. W poszukiwaniu pracy, z innych regionów Kraju. Jaka musi byc bieda i desperacja, by przyjechać do tego piekła. Niewyobrażalne. Musiałem zrobić przerwę. Psychika siada, i cieżko się skupić w tym chaosie i hałasie. Obiat we wczorajszej jadłodajni, owoce, h...