Piekło...

Ja pie...lę. Mógłbym napisać tylko tylę. Może nie wyraża w pełni tego co czułem, jak zobaczyłem "obraz" w Jaflong, ale w dość znaczyć stopniu odzwierciedla moją pierwsza reakcje. Było jeszcz słowo na "K"... Na początku.
Ale po kolei. 
Do Jaflong dojechalem z wycieczką studentów, która mnie zgarnęła w Sylhet, gdy szukałem właściwego autobusu. Dojechałem z nimi prawie do końca. Tuż przed przesiadłem się do rozklekotanego transportu międzymiastowego, i ostatnie kilometry walczyłem by nie odgryźć sobie języka, i nie stracic wszystkich pląb. ;)
Masakryczne wertepy, autobus w stanie agonalnym, to zbyt dużo. Dojechałem, i lezę szukać hotelu. 
Trafiam na jeden, który widać z daleka. 1000 Taka z noc. I nie ma dyskusji. Uparł się i co zrobisz. Idę szukać dalej, bo gdzieś doczytałem że jest coś tańszego w oklicy. Trafiam z pomocą lokalsa na przeciwko. Normalnie w życiu bym nie wiedział że to hotel, bo oczywiście nic po angielsku. 
Pytam o cenę. To samo. Uśmiałem się, i negocjuje. Stanęło na 2100 za trzy noce. W miarę zadowolony, przegrupowuję bagaż, zmiana spodni na robocze i w trasę. Ale jeszcze wczesnej pełne troski pouczenie że to niebezpieczne miejsce, i lepiej nie chodzić tu samemu. 
Uśmiechnąłem się, podziękowałem i poszedłem. I jak tylko wylazłem na nadprzeże, to szczeka mi opadła, a mowę odebrało, zaraz po tym jak powiedziałem "K..a, ja p....". Moim oczom ukazał sie obrazek jaka trzeciego świata. Jak ze zdjec Salgado, i filmów o afrykanskich kopalniach diamentów. 
Niewierzyłem własnym oczom. Z jednej strony szok, z drugiej radość że mam szansę zrobić dobry reportaż. Ale nie da się. Nie mogłem sie pozbierać. 4-5 letnie dzieciaki, ktore pracują na równi z dorosłymi. Całe rodziny w błocie, wodzie po kolana, dźwigają na głowach kosze z kamieniami, żwirem, ziemią. Na gorze koparki jeżdżą tuż przy krawędzi wyrobiska, gdzie parę metrów niżej ludzie wydłubują ze ściany kamienie, i przesiewana je prze sita. Żadnego BHP. Nic nikogo nie interesuje. Najważniejszy jest kamień. Nie wiem ile ważą te kosze. Tak na oko 30-50kg. A ci ludzie z nimi biegają pod górę, zmieniając się w połowie wejścia. Dzieci z dziećmi, kobiety z kobietami, mężczyźni razem. Przekrój wiekowy od 8 do 60 lat. Popierdolone. A w tym wszystkim tłumy bangladeskich turystów, wystrojonych jak na jarmark, pływających w łódkach. Robiących sobie pamiątkowe fotki, i zakupy na straganach. Bo nie wiem dla czego, ale kamień  z tej rzeki jest bardzo dla nich ważny. Tak jak i samo miejsce. Na granicy z Indiami.
Przez pierwsze kilkadziesiąt minut nie byłem w stanie zrobić żadnego zdjecia. 
Potem jakoś sie przemogłem, głownie za sprawą ludzi, którzy mimo tak ciężkiej pracy, przystawali i z uśmiechem na twarzy zagadywali, albo tylko prosił o zdjecie...
Dobrze że nie piję. Bo jeszcze długo w hotelu miałem przed oczyma ten pierwszy obrazek... 
I nie mogłem się pozbierać...





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

8

Baloniki..

27