Posty

Wyświetlanie postów z 2014

Jakoś tak...

Obraz
Dawno nic nie pisałem... Powody są trzy. 1- trochę mi się nie chciało.;) 2- nie było netu 3- nic ciekawego się w sumie nie dzieje...  W kazdym razie, z Birmy przyleciałem do Bangkoku... Na dwa dni, żeby się ogarnąć, i dowiedzieć jak dotrzeć do Kambodży.  Wylądowałem na najbardziej backpacerskiej ulicy miasta, pełnej turystów, restauracji, barów, itp.  To pewnie za karę... ;)  Przez te dwa dni, szlajalem się bez celu po mieście, nie napotykając na nic ciekawego,mszczegolnie w niedzielę. Ale w sobotę trafiłem na największy targ w Bangkoku- Chatuchak Market. Obłęd. Ilość wszelkiej maści towarów przerasta możliwości percepcji... ;) mógłby,mtak sobie kupic t-shirt'y na każdy dzień roku, i każdy byłby zajebisty. Idealne miejsce dla tych, którzy wracają z Bangkoku do polski, a nie tak jak ja, włuczą się bez sensu po dziwnych miejscach... ;) Z Bangkoku do Kambodży, pojechałem pociągiem. Bo najtaniej, i w sumie niewiele dłużej niż busem. A granice trzeba i tak przejść pieszo....

Birma-Podsumowanie

Siedzę sobie na lotnisku, czekając na samolot. Już mi sie nie chce pisać, o kolejnych absurdach jakie mnie dziś "trafiły"...  Więc napiszę jakieś takie podsumowanie tych moich trzech miesięcy w Birmie.  Dziwny kraj. Pełen absurdów, z hotelami drogimi jak szlag, a jedzeniem tanim, że aż wstyd.  Gdyby się człowiek uparł, byłby w stanie przeżyć dzien za 1$... 3 posiłki, i butelka wody. Za 5$ to już nie trzeba sie starać. Owoce, cola, itd. Ceny hoteli wąchają sie w granicach od 7$ (Kalaw) do 20$ w Yangon i Ngwe Saung... Ale trzeba poszukać i sie potargować.  Transport. Oficjalny publiczny nie istnieje. Do wszystkich turystycznych miast, i miasteczek można sie dostać bezproblemowo. Są autobusy w klasie VIP, i takie trochę gorsze. Można pojechać jak normalni ludzie na pace ciężarówki, autobusem który pamięta jeszcze czasy Gierka, MotoTaxi, klasyczną taksówka, i wszystkim innym. Ze stopem może byc cieżko, ale jak ktoś sie uprze..  Jadąc w długa trasę, autobus zatrzymuj...

28

Ostatni dzien w Birmie. Jutro wylatuje.  Na "śniadanie" poszedłem wypić herbatę z rikszarzami.. Hreba, strasznie słodka, zmieszna ze skondensowanym mlekiem, i ciastem z posmakiem bananów...  Dostałem dwa ogromne kawałki ciasta, czyli w sumie jakbym zjadł pół brytfanki... ;) ale dobre było.  Po drodze zjadłem jeszcze podpłomyki wypoekane w glinianym piecu, i kolbę kukurydzy... Jest radość.  Poszedłem dziś do parku. Ale okazało się, że wstęp do parków w Birmie jest płatny... A ja nie płacę. Więc wróciłem do centrum, mijając podróże Shwedagon Pagoda. Zbojkotowalem ją fotograficznie, i poszedłem dalej. Wlazłem do jakiegoś baru, który serwował świeże soki, i walnąłem szklankę zimnego soku z limonki. Tylko po cholerę go słodzili... Jeszcze tylko coś do jedzenia, przerwa południowa... Książka, drzemka i znów na miasto. Tym razem poszukać przypraw dla mojej siostry. Bo takie życzenie miała... Jeszcze tylko złodziejski bankomat (z każdej transakcji zabierają Ci 5000 kayatów, ...

27

Rano wyruszyłem poszukać czegoś tańszego do spania. Ale po godzinie bezowocnych poszukiwań odpuściłem. Chyba nie warto aż tak się spinać dla 15zł. Więc znów łaziłem po mieście, podglądając i obserwując jak ludzie żyją i pracują... Jak sprawnie koegzystują, wykorzystując wszystko co mają, i co potrafią. Dostawcy lodu, wody, hurtownie owoców, przypraw, wszelkiej maści przekąsek. Na ulicy można kupic wszystko. Oprócz jedzenia w każdej postaci, warzyw, owoców i całej reszty mięsno/rybnych produktów, po gniazdk elektryczne,zardzewiałe klucze, sprzęt elektryczny i narzędzia. Wszystko rozstawione na ziemi, na małych stoiskach, lub powieszone na ścianie. A wieczorem zwijka, i zmiana na garkuchnie.  Wieczorem znów do chinatown, gdzie wczoraj widziałem sparzone pierogi... Skuszony zapachem i wyglądem, postanowiłem spróbować. Znów pyszne... Ale że porcja jak zawsze niewielka, przeszedłem na drugą stronę, gdzie widziałem inny rodzaj pierożków. Gotowanych,takich specjalnych trzcinowych pojemnik...

26

Rano wstałem o 9. Po raz pierwszy zdażyło mi się tak długo spać... Wiec po śniadaniu, od razu w miasto. Dziś poszedłem w kierunku którego jeszcze nie "eksploatowałem"... Minąłem po drodze piękny budynek,zapuszczony, zaniedbany. Ale z cudnym klimatem i światłem w środku. Próbowałem wejść, ale ciecie naskoczyły na mnie tak jakbym co najmiej chciał zabić prezydenta. A z zewnątrz sie nie dało sodografowac, bo strzegły go dwa rzędy ogrodzenia, z drutem kolczastym i pozostałościami izolatorów, co świadczyło ze ogrodzenie było kiedyś pod "prądem". Więc polazłem dalej. Coś tam zobaczyłem, ale tak naprawdę to chciałbym już z tąd wyjechać. Zmęczony już jestem tym hałasem, niezbyt dobrym jedzeniem,zaduchem i tymi samymi miejscami. Gdybym mógł pojechać tam gdzie jeszcze nie byłem,mczy,i tam gdzie nie można,mto by mnie to pewnie jeszcze cieszyło. A tak... Wróciłem domhostelu o 14. i tu niespodzianka. Kazali mi zwolnić pokój. Na nic moje tłumaczenia ze przecież mówiłem że na czte...

25

Cieżko się spało... Poparzenie daje w kość... ;) 6.30 pobudka, prysznic, pakowanie, śniadanie i o 7.30 meldunek w autobusie. Trzeba wracać do Yangon. Jeszcze tylko wytrzymać 3h po tych krętych,  dziurawych drogach. Dobrze że mam aviomarin.  Udało sie dotrzeć w jedynym kawałku, choć trzęsło okrutnie. Teraz ominąć wszystkich naganiaczy, i po kolejnych 45 minutach w taksówce jestem w centrum. Tu znów walka o spanie. W hostelu w którym spałem wcześniej nocka 16$. Poszedłem szukać czegoś tańszego, i po 45 min. wróciłem. Nie miałem już siły i ochoty. Duchota i słońce wykańczają. Zapłaciłem, zrzuciłem grafy, prysznic i na miasto. W sumie takie szlajanie bez celu. Wieczorem coś na "ząb" i do spania. Nie chciał mi sie już łazić. 

Zdjecia... Ostatnie z Birmy.

Obraz
Rybacy w NGWE SAUNG

Stary a głupi..

Wstałem rano, z nadzieją na wschód słońca... Jakiś taki pięknie malowniczy. Ale nie wyszło... Wiec po trzech godzinach łażenia po płazy, wrócił na śniadanie do hotelu... ;) A potem poszedłem odespać pobudkę o 4.30.;) Jak sie obudziłem, to zrobiłem coś, co mi się nie zdażyło od początku wyjazdu. Zostawiłem w pokoju wszystko. Telefon, aparat, itd. Wziąłem kąpielówki, trochę kasy na coś do picia i polazłem na plaże. Ale nie umiem leżeć plackiem na piasku...;) Wiec łaziłem wzdłuż brzegu, po kolana w wodzie, ciesząc sié jak dziecko. Po jakichś 10 km, nabrałem ochoty na kąpiel. Wiec do morza, a potem położyłem się na brzegu, i myślałem o niebieskich migdałach, pozwalając obmywać sie falom. W sumie tak mógłby leżeć nawet dość długo, ale po pierwsze zacząłem wzbudzać niepokój ludzi, bo podchodzili sprawdzać czy żyje, a po drugie zrobiłem się głodny... Więc do hotelu, prysznic i coś zjeść. Miałem ochotę pójść do jednej "restauracji" żeby zjeść jakie owoce morza, ale przypomniała mi si...

23

Rano wymeldowałem się z hotelu, bo o 7 miał odjechać autobus do Ngwe Saung... Niestety okazało się że odjeżdża dopiero o 10.30... Więc wróciłem do Hotelu, odebrałem klucz i walnąłem sie na wyro... Źle się spało w tym syfie. Śmierdziało szambem, było duszno, wilgotno, a za oknem "tłukły" sie gołębie... No ale tani był...  W każdym razie o 9 po raz drugi wymeldowałem sie z hotelu, i poszedłem poszukać czegoś do jedzenia, bo poranną porcję bananów już dawno przetrawiłem.  Po jedzeniu na "przystanek" i czekam.. I wtedy moim oczom ukazał się transport... Cieżko go nazwać autobusem. ;) Taka krótsza wersja "ogórka" ale przód ja rasowa amerykańska ciężarówka.. ;) w środku wąskie siedzenia, ludzi więcej niż przewiduje jakakolwiek norma, kosze z bananami, bo na dachu nie było już miejsca. Moje miejsce zajął jakiś mnich, i był bardzo niezadowolony jak go z niego wyprosiłem.  Nie lubię ich... Tak samo jak księży...  80km, pokonaliśmy w 3h, cały czas siedziałem z nogam...

22

W sumie nic szczególnego... Umówiłem się wczoraj z nowo poznanym "Birmańczykiem" na oprowadzenie po okolicy. Sam zaproponował, i głupio było jakoś tak odmówić. Wiec o 10 wsiedliśmy na barkę, i przepłynęliśmy na drugi brzeg. W sumie to nie wiem po co był mi potrzebny. Niewiele się chciał dowiedzieć o tym jak sie żyje w Polsce, czy Europie, ja nie zrobiłem praktycznie żadnych zdjeć, skupiałem sie na tym co mówi, a na dodatek calu czas miałem wrażenie, że dałem sie naciągnąć na "przewodnika". W każdy razie jak wróciliśmy, na właściwy brzeg, pożegnałem się z im, ale nic nie zapłaciłem.  Wróciłem do hotelu, spakowałem się na rano, żeby "przeczekać" najgorsze słońce, i znów ruszyłem na spacer. Najpierw coś zjadłem, a potem przepłynąłem znów na druga stronę, tym razem sam. Polazłem tak jak chciałem, porobiłem kilka zdjęć, i wróciłem. W innym miejscu. Szczerze liczyłem na jakiś fajny kadr w zachodzącym słońcu, taki na obrzeżach, a nie "miejski". Nie udał...

Zdjecia

Obraz
Pathein Zlotniki Pathein Colgate juz dotarl do Birmy

"Oczko"...

Tak sobie dzisiaj uświadomiłem, że jak bym stanął na golasa w cieni, to widać by było tylko "kadłubek"... ;) dół do kolan, góra jak Wenus z Milo bez głowy... ;);) chyba trzeba będzie się jakoś "doopalać" albo co prostsze, nie stawać nago w cieniu... ;) dziś się znów szlajam, i znów trafiłem w miejsce niezwykle, gdzie odnalazłem namiastkę "tropików". Wykładali to trochę jak ogród botaniczny, z chatkami na palach, wbitych w mokradła. Strach pomysleć co się tam dzieje w porze deszczowej...  Jak wróciłem do "centum" ok. południa, poszedłem do banku wymienić kasę, bo przez to cholerne Innle Lake, zmieniły mi się założenia budżetowe... Okazało się że Pani nie może rozmienić mi 100$ i wymienić tylko 50, a jak poprosiłem o wymianę 100$, i powtórną zamianę 50$ na Kayaty, to okazało sie to niemożliwym... Rząd zakazał sprzedaży dolcow, nie wiadomo dla czego, i nie wiadomo jak długo... Pewnie wojsko chce sobie kupić nowe zabawki..  Po południowej "drzem...

Zdjecia

Obraz
Bangan Bangan tzw. klasyk...  Bangan XXI w.... Birmańskie "cygara" 3000 szt. dziennie. 3szt/1$ Innle Lake Trzy pokolenia... Tak wyglada fotografowanie z płynącej łódki... Innle Lake tzw.,pływający targ, który już nie pływa.. ;) został przeniesiony na ląd, ale klimat swój ma.  Sankar, miejsce które wyglada lepiej na zdjęciach niż w rzeczywistości... ;) Wytwórnia wina ryżowego. Kolejny klasyk. Tak naprawdę to Panowie pozują już tylko dla turystów. Podpływasz, albo wsiadasz, robisz słit focie, i płacisz. Nie widziałem żadnego innego rybaka który by używał takiego "kosza".  A tak dzieci wracają ze szkoły... Birmański "red bull"... ;) LUCKY LUKE... ;) Klasyczna herbaciarnia... Kolory Pathein Moi ulubieńcy. Partia warcab, rozgrywana pomiędzy szewcem i kaletnikiem. O 3 cygara