Waranasi
Czyli o krok od deportacji... Zameldowałem sie w hotelu. Dojechałem tam najdroższą taksówką jak dotąd. Normalnie wystarczyło przejść na drogą stronę dworca, i kawałek droga... A tak zapłaciłem 260rupii, za jazdę dookoła... Nomale tak juz jest, jak GPS nie działa... Przepakowalem się, i w drogę. Nad Ganges. Zobaczyć te cuda, święte schody, i trupy w wodzie... Dotarłem, schody sa, ludzie się kapią w tym syfie, ale syf taki sam jak wszędzie indziej w Indiach... No i palą... 5-6 ciał rownocześnie... Ruch jak w KFC. Podchodzę bliżej, oczywiście przyczepia sie jakis lokals, i mówi o zakazie zdjeć. Potwierdzam że wiem, i ze nie robię. O że jak chcę, to mogę dostać pozwolenie. No Wy łajzy, sobie myśle. Tak to nie można, bo obraza,świętokradztwo, i cuda wianki, ale jak zapłacisz, to nie ma problemu... Podziękowałem, powiedziałem że jutro. Idę sobie dalej, i kolejny zaczepia. Nietykalny. Bo pali. Ta sama rozmowa, ta sama odpowiedz. On mówi ze jedno mogę zrobić. No, dwa razy mi nie trzeba mo...