Wylądowałem w Mendozie. Po 15h jazdy autobusem. Dobrze że warunki super.. ;) Udało się załatwić pozwolenie na wejście, kupić bilet na autobus i zjeść pyszny stek, popijając go wspaniałym argentyńskim winem... Jutro (niedziela) wyruszam na szlak. Nie będę pisał przez dwa tyg. Jak się plan uda, będę mega szczęśliwy, jak nie.. Trudno.. Nic na siłę. W każdym razie trzeba próbować. Teraz podsumowanie pierwszego etapu... Argentyna/Chile... Podobne kraje, podobni ludzie. Życzliwi, mili, uśmiechnięci.. Może nie aż tak jak Bengalczycy, ale raczej jak włosi. W miastach jest jeszcze ok. Nie widać biedy, skrajnego ubóstwa. Sporo bezdomnych, ale nie więcej niż u nas. Dużo policji, zarówno na drogach (sporo kontroli) jak i w mieście. Wypożyczenie samochodu, choć było w sumie mocno kosztowne, było warte zachodu.. Widoki i miejsca są nie do opisania. Jadąc autobusem, albo ny je przespał, albo bym się wkurzał że nie mogę porobić zdjęć. Ciężko zatrzymywać autobus co 15min ;) Na pewno zobaczyłem...