Ale Sajgon...
To powiedzenie ma odzwierciedlenie w realiach. Przynajmniej jeżeli chodzi o ruch uliczny... Masakra. Przejść przez jezdnie,mto jak prosić się o smierć. A każde udane, to jak wygrana na loterii;) Co z tego że pasy, że światło zielone. I co z tego że winny jest zawsze większy, w przypadku "kolizji". Wiadomo że w starciu z metalem, pieszy ma najmniejsze szanse... Po śniadaniu, w jakimś chodnikowymi "barze" poszedłem w stronę Continentala, by spełnić wczorajszą obietnicę. Jak namta,i prestiż kawa nawet nie była droga, ale za to niedobra... Jak widać nie można mieć wszystkiego. Musiał mim wystarczyć klimat. ;) naładowany pozytywnie, poszedłem na Szlajanie. Szukałem kadrów, które bedą choć trochę inne od tego co zrobiłem do tej pory, i zupełnie inne niż te w internecie.. I tak łażąc po tym mieście, co jakoś czas igrając śmiercią, zrobiłem prawie 40km... Trafiając w rożne dziwne miejsca, cały czas z zachwianym poczuciem bezpieczeństwa... Ale za to nam koniec trafiła mi się...