Ale Sajgon...

To powiedzenie ma odzwierciedlenie w realiach. Przynajmniej jeżeli chodzi o ruch uliczny... Masakra. Przejść przez jezdnie,mto jak prosić się o smierć. A każde udane, to jak wygrana na loterii;)
Co z tego że pasy, że światło zielone. I co z tego że winny jest zawsze większy, w przypadku "kolizji". Wiadomo że w starciu z metalem, pieszy ma najmniejsze szanse... Po śniadaniu, w jakimś chodnikowymi "barze" poszedłem w stronę Continentala, by spełnić wczorajszą obietnicę. Jak namta,i prestiż kawa nawet nie była droga, ale za to niedobra... Jak widać nie można mieć wszystkiego. Musiał mim wystarczyć klimat. ;)
naładowany pozytywnie, poszedłem na Szlajanie. Szukałem kadrów, które bedą choć trochę inne od tego co zrobiłem do tej pory, i zupełnie inne niż te w internecie.. I tak łażąc po tym mieście, co jakoś czas igrając śmiercią, zrobiłem prawie 40km... Trafiając w rożne dziwne miejsca, cały czas z zachwianym poczuciem bezpieczeństwa... Ale za to nam koniec trafiła mi się przysłowiowa "wisienka na torcie". Jako iż w Wietnamie obudziłem moje uśpione na Kawę kubki smakowe, trafiłem do TRUNG NGUYEN CAFFE... I zaszalałem... Zamówiłem najdroższą kawę jaka w życiu piłem. Nazywa sie LEGENDEE COFFE... Kawa to mieszanka rożnych odmian, poddana symulacji  procesu jaki zachodzi w naturze przy "powstawaniu" słynnej Kopi Luwak... 
I można się wkurzać na aparat, co nie działa jak powinien, na gliniarza co nie pozwala zrobić zdjecia, na idiotów którzy chcą Cię przejechać na pasach, na złodziei i brak kasy... 
A potem wypija pierwszy łyk, i wszystko to znika, zabite niewiarygodnym smakiem i aromatem. W życiu nie przypuszczałem że napisze te słowa. 
W Wietnamie piłem najlepsza kawę w moim życiu. Brzmi to jak herezja, po moich ukochanych espresso w Italii, ale taka jest prawda. 
NR.1 - LEGENDEE CAFFE (TRUNG NGUYEN)
Jeszcze słowo o jedzeniu... Polazłem gdzieś na kolację. Z założenia nie jadam w restauracjach, bomdrogo, a na ulicy zawsze lepiej. Ale jakoś naprawdę nie mogę trafić na jedzenie,mktoremby mnie zachwyciło... Nie wiem w czym problem. I nie rozumiem dlaczego nie używają w kuchni warzyw. Papryki, pomidorów, ogórków... Jak człowiek wchodzi na targ, to ilość zieleniny powala na kolana... A jak chce coś zjeść, to dostaje wodorosty w zupie, i chil na talerzu. Ogórek, pomidor i sałata, to tylko ozdoba... 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

8

Baloniki..

27