HAPY NEW YEAR
No i stało się. Sylwester na plaży, w krótkich spodenkach, w chaosie, chałasie i ogólnej radości.
Na plażę wylegli wszyscy. Rozłożyli maty na bulwarze, poblokowali ulice, bo kady musi zaparkować tuż przy swojej macie, a do tego każdy piszczą inna muzykę ze swojego "car audio". Zupełnie jak w Polsce. ;) na plaży grille, lampiony, i strzelające fajerwerki, mnóstwo piwa i innego alkoholu. No i oczywiście setki muzycznych utworów w lokalnym wydaniu. ;)
O północy nie wydarzyło się nic spektakularnego. Żadnego pokazu sztucznych ogni, żadnego odliczania, wielkiej radości, czy huku strzelających korków szampana... Tak jak się impreza zaczęła, tak skończyła. Część z ludzi, pewnie nawet przespała północ, upojona alkoholem ;)
Leko rozczarowany, po dwukilometrowym spacerze wrocilem do hostelu... ;)
Rano na targ, zeby w koncu zjesc wymarzone kraby w pieprzu... ;) dobre śniadanie. ;) potem książka, popołudniu owoce morza z warzywami, kąpiel w morzu, pierwsza kawa (lokalna kambodżańska) od mojego wyjazdu, książka. I tyle. Na deser lody, w miejscowym wydaniu. ;)
Jutro rano etap trzeci... ;)
Komentarze
Prześlij komentarz