Wietnam-3
No i się udało... ;)
Wstałem rano, bo spać nie mogłem przez hałas, poszedlam coś zjeść w okolice targu, powalającej się trochę, wrocilem do Hotelu żeby się spakować, czekając aż wybije 10.
O 10 pojawił się właściciel Hondy Wave.. ;) odetchnąłem z ulga. Wypiliśmy kawę, dotarłem dokumenty i papier z oświadczeniem że od teraz ja jestem właścicielem tego pojazdu.. ;)
Uścisk dłoni, uśmiech i Good Luck;)
Jeszcze tylko kask, i pasy do mocowania plecaka.
Pierwsza stacja i mały zonk.. Zeby zatankować, musiałem odpiąć plecak, bo wlew jest pod siedzeniem... ;) chwila mota ja, i znów ruszyłem. Dzisiejszy cel to Long Xuyen. Jakieś 60 km.. Na miejsce dotarłem ok. 15. Znalazłem jakieś lokum, i polazłem na miasto. Wrocilem pod wieczór, zostawiłem apart w pokoju, i znów w miasto, tym razem coś zjeść.
Jakoś niemotę trafić w Wietnamie na dobre jedzenie... To co jadłem do tej pory nie zachwyca, a kambodza prowadzi w rankingu... Może w koncu coś sie uda zjesc pysznego...
po kolacji wrocilem na "czytanie" i planowanie kolejnego etapu na jutro.
O 23 poszedłem spać. A o 24.15 obudziłem się z bólem gardła, i wkurwem na hałas z karaoke. Debile w hotelu, urodziły sobie koncert, mając w dupie że goście nie mogą spać. Na moją interwencje, gość na recepcji coś tam poszczekał, bo po angielsku ani słowa, i generalnie mnie olał. Miałem ochotę mu przywalić... Polazłem do pokoju, i mimo prób spania w stoperach nie udało się zasnąć. 2.30 skończyli. Kurwy poszły do domu, a palanty spać. Jeszcze chwila wiercenia i udało się zasnąć.


Komentarze
Prześlij komentarz