Od zmierzchu do świtu i kawałek dalej...
Ta Birma mnie wykończy... 12h w nocnej "lodowce"... Czuję że mój organizm walczy ze "złem"... Mam nadzieję że da radę, bo nie mam ochoty łykać birmańskich specyfików. Choć po raz pierwszy w całej tej mojej Birmańskiej przygodzie, widziałem dziś szpital. Taki na wypasie, nowoczesny budynek z betonu i szkła... Aż miałem ochotę wejść do środka i zobaczyć co i jak... Ogólnie po 18h jazdy, z jedną masakryczną przesiadką w Yangon, wylądowałem w obskurnym pokoju w Pathein. Mieście na uboczu, w którym wytwarza się Birmańskie parasole. Przez cała drogę nic nie jadłem, tak na wszelki wypadek żeby nie trzeba było korzystać z przydrożnego kibla. Strach tam nawet wejść, a co dopiero korzystać. Pozycja na narciarza, a "spłukiwanie" odbywa się za pomocą rondelka i wody zaczerpniętej z kanału, który płynie prze cały rząd kabin. Po wyjściu z takiego "przybytku" obmywasz elegancko nogi do kolan, szorujesz klapki i jest ok. Ręce płuczą nieliczni, choć papieru tam ...