Od zmierzchu do świtu i kawałek dalej...
Ta Birma mnie wykończy... 12h w nocnej "lodowce"... Czuję że mój organizm walczy ze "złem"... Mam nadzieję że da radę, bo nie mam ochoty łykać birmańskich specyfików. Choć po raz pierwszy w całej tej mojej Birmańskiej przygodzie, widziałem dziś szpital. Taki na wypasie, nowoczesny budynek z betonu i szkła... Aż miałem ochotę wejść do środka i zobaczyć co i jak...
Ogólnie po 18h jazdy, z jedną masakryczną przesiadką w Yangon, wylądowałem w obskurnym pokoju w Pathein. Mieście na uboczu, w którym wytwarza się Birmańskie parasole. Przez cała drogę nic nie jadłem, tak na wszelki wypadek żeby nie trzeba było korzystać z przydrożnego kibla. Strach tam nawet wejść, a co dopiero korzystać. Pozycja na narciarza, a "spłukiwanie" odbywa się za pomocą rondelka i wody zaczerpniętej z kanału, który płynie prze cały rząd kabin. Po wyjściu z takiego "przybytku" obmywasz elegancko nogi do kolan, szorujesz klapki i jest ok. Ręce płuczą nieliczni, choć papieru tam nie widziałem. W każdym razie nie polecam. Jak wcześniej pisałem klima w autokarach działa chyba zero/jedynkowo. Może jej nie być, albo może chłodzić do ok.10'. Tym razem był przewidziany koc, tylko co z tego, skoro mimo koszulki termicznej i puchówki zmarzłem. A jak nachwalić przysnąłem z odkryta głowa, do dostałem po zatokach... Rzeźnia.
Zastanawiam się kto jest właścicielem tych autokarów. Bo takiej ilości nowiutkich Scanii, nie widziałem nigdzie. Dworzec autobusowy w Yangon robi wrażenie... Chaos, setki autokarów, taksówek, naganiaczy i tysiące pasażerów. A jak sie chcesz czegoś dowiedzieć, to i tak nikt nic nie wie;)
Żeby dostać sie do Pathein, musiałem wziąć Taxi, i przyjechać na drugi koniec miasta, na inny dworzec autobusowy gdzie lśniące Scanie zastapiły klasyczne autokary. Jak w naszym PKS'ie. Takim z przed 10lat, bo chyba wtedy ostatni raz czymś takim jechałem. Albo i nie;)
Pathein, to ciekawe miasteczko. Przynajmniej dla mnie, bo pełno w nim ciekawej architektury kolonialnej, pomieszanej z tradycyjna Birmańską, ale w dużej mierze drewnianą. Widać ze to bogatszy region, choć oczywiście robiąc popołudniowy rekonesans, trafiłem do klasycznych obrzeży miasta, i bambusowych chatek. Ale podoba mi się tu. Może zostanę na trzy noce... Pozwiedzam okolice i zakamarki... I poszukam fabryki parasoli, bo na razie na ulicy widziałem tylko kobiety z klasycznymi parasolami.
Pisałem już ze uwielbiam Azjatyckie targi... Mógłbym na nich siedzieć godzinami i obserwować ludzi. To niewiarygodne doświadczenie...
Z dziś...
Chodzenie głównymi drogami, jest równie bezsensowne jak robienie zdjęć z płynącej łódki... ;)
Komentarze
Prześlij komentarz