Dzień w którym stałem się turystą...

Niestety... Nie dało sie inaczej, bo żeby zwiedzić Inle Lake, trzeba wynająć łódź.  Nie można samemu, jakiegoś kajaka, czynów w tym stylu. No więc wynająłem... Jako że to moja samotna wyprawa, koszty takich przyjemności są dużo większe niż w podróżowaniu w grupie. Ale to jedyny minus ;).
Tak wiec wsiadłem łodzi, uzbrojony w aparat, puchówkę i kapelusz wielkości felgi w moim Fiacie. 
Na nie wiele sie to zdało. Zmarzłem jak szlag, ale cóż zdobić. Plan był taki, żeby popłynąć do Sangan, po drodze odwiedzić pływający targ, który odbywa się raz w tygodniu, i omijać wszelkie turystyczne zoo, typu " mnisi i ich skaczące koty" czy tez odwrotnie. Nie była to moja najlepsza wycieczka. Fotografowanie z płynącej łodzi, daje tyle samo przyjemności co sex z brzydką kobietą... Czyli niewiele... Sangan rozczarował, wizyta w "stoczni" ciekawa pod względem informacji ( łódka turystyczna, robiona jest przez pięciu ludzi w miesiąc. Na gotowo. Kosztuje 2000$. Normalnego Birmanczyka nie stać na taki zakup, więc tworzą "komuny". Normalny rejs, to jakieś 6h, i 15000 kayatów (15$)) market ciekawy, małe turystów od groma, którzy nie maja żadnych zachamowaniu w fotografowaniu wszystkiego i wszyskich. Gdyby mogli wleźli by do dupy z tymi swoimi aparatami. Zero szacunku, uprzejmości i godności. Naprawdę jak w zoo. Uciekłem z tamtąd szybko, choć twarze ludu Shan, są naprawdę piękne. Miłym zaskoczeniem była Theung Tho Pagoda, a najciekawsza wizyta w wytworni ryżowego wina... Wioski na jeziorze i pływające robią wrażenie, ale jak zatrzymać Łódź w momencie gdy widzisz kadr, jak wytłumaczyć gościowi że światło jest nieciekawe, itd... To będę moje najgorsze zdjęcia jak sadzę. Ale obrazy pozostaną w głowie... Wróciłem do hotelu, kupiłem bilet do Yangon, zjadłem kilogram bananów i do spania. I tak sie obudzę o 5... 

Ciekawe czy tutaj na 18" dzieciaki dostają swoją łódkę... Tak jak u nas skuter, czy samochód... 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

8

Baloniki..

27