Paso de Jama

6 rano.. Ciężka noc… 
Żle zaparkowałem, a spanie w tym samochodzie nie jest komfortowe.. Siedzenia niestety nie rozkładają się na płasko.. 
Ale takie uroki. Może następnym razem rozłożę namiot… 
W każdym razie po śniadaniu z sucharów, jadę dalej. Dziś jest plan na dojechanie do San Pedro de Atacama.. 
prawie 400km, i 12h według GPS..
Trasa przez góry.. 
Początek na spokojnie, 50km wczorajszą trasą.. Choć słońce inne i pogoda do zdjęć piękna. Więc przystanki co chwila.. 
No i po tych 50km, wjechałem w góry… Droga marznie. Serpentyny, podjazdy i zjazdy, góry i doliny.. Obłędne.. Mój nr.1, czyli Passo del Stelvio, właśnie z hukiem spadł na drugie miejsce. Jeszcze fragment w chmurach, i otwiera się piękna panorama na Salar.. Nie wiem jak to opisać. Jak pogodzić te widoki z prowadzeniem samochodu po serpentynach.. Jak ja się nie rozbiję, to będzie cud..
Przystanek na Salarze, ciepła „przekąska” z placka nadziewanego serem i orgia fotograficzna… Przekichane jest to, że pogoda zmienia się w takim tempie, że to co przed chwilą fotografowałem, jest już inne.. Jeszcze piękniejsze..  I tak jedziesz tą drogą, widzisz to co przed sobą, obok i we wstecznym lusterku.. I piejesz z zachwytu.. Krajobraz zmienia się z minuty na minutę. i już nie wiesz czy ta góra w tle fotografowana 10 razy, jest ładniejsza z tej, czy z drugiej strony… Dojechałem do przejścia granicznego. Paso de Jama. 
I zmarnowałem 3h na staniu w kolejkach do kolejnych okienek.  W sumie 5… Durna organizacja.. A dzień ucieka, i jeszcze 150km do przejechania.
Ale za to jakich.. Kolory, zakręty, krajobraz.. Mieć tu „resoraka” albo jakieś czerwone auto z koniem na masce.. Co by to była za frajda.. Mógłbym tak jeździć góra, dól cały dzień… Olej by się gotował, hamulce topiły, a turbina syczała..  Oczywiście zaraz potem trzeba by zmienić na wersję 4x4 ;) 
Widoki zachwycają z każdym zakrętem… A najlepsza końcówka trasy. Prosty odcinek drogi, 50km z górki. Auto na luzie rozpędza się do 140km/h.. A to tylko gówniany Chevrolet… 

Dotarłem do SPd Atacama.. Typowo turystyczne „miasteczko”. Mnóstwo biur podróży oferujących te same atrakcje dla chord turystów. Hotele, hostele i campingi.. Wszytko pełne.. Fartem znalazłem nocleg. I choć jedna z zasad głosiła że o 23.30 jest cisza nocna, to grajkowie na „pizza party” grali do prawie 2 w nocy.. Nie pospałem…

Salar de Cauchari
Ruta Nacional 51

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

8

Baloniki..

27