8
Dziś pojechałem zobaczyć słynny U Bain bridge... Czyli najdłuższy most teakowy na świecie. Wstałem o 4, Nino 4.30 byłem umówiony z "mototaxi". Pół godziny jazdy za miasto i jest most... Most jak most...;) przeszedłem go trzy razy zastanawiając się gdzie wschodzi słońce, i jak najlepiej się ustawić z aparatem... Jedyne do r miejsce to tak naprawdę z łodzi... Łodzi nie było, wiec wlazłem po kostki w błoto. W sumie to nie wiem po co... Przecież w necie jest od groma takich fotek, z mnichami w promieniach zachodzącego, czy też wschodzącego słońca... No ale nic to. Przyjechałem, zrobiłem, znalazłem sobie jeszcze kilka innych ciekawych kadrów, i poszedłem na "obchód" okolicy... Taki przedsmak tego co mnie czeka za miastem... Wracając niestety natknąłem się po raz pierwszy w Birmie na turystycznych białasów... Nie ma gorszych "turystów" niż para Europejek po 50... Masakra... Negocjacje z MotoTaxi i powrót do Mandalay. Nie byłem w słynnym klasztorze gdzie setki mnichów stoją w kolejce po posiłek, a drugie tyle turystów naparza im zdjęcia... chyba jednak jakiś dziwny jestem. Po południowej drzemce, znów ruszyłem w miasto...mi znów trafiłem tam gdzie "normalni" nie chodzą.... Jak tak dalej pójdzie będę znał każdy targ w Birmie...;) w każdym razie jak wyszedłem z targu, zachciałem coś zjeść. Siadłem przy "kuchni" i poprosiłem o coś do jedzenia.. No i dostałem. birmańskie flaki. Chyba chcieli mnie otruć, albo mieć niezłe widowisko jak "puszczam pawia"... Zjadłem tylko "rosół" resztę oddałem (mam wrażenie ze trafiło z powrotem do garnka) zapłaciem i przeszedłem na drugą stronę ulicy... I zamarłem. Trafiłem nad rzekę.... O ile w Yangon był tylko "port" rozładunkowy, to tu była cała dzielnica. Spanie, skład, mycie, świnie i wszystko co tylko może być w takim miejscu... Mógłbym tam siedzieć godzinami, ale już zmierzchało wiec miałem wracać. Ale jeszcze tam pojadę...
Z dziś...;
Turyści to zło...
Komentarze
Prześlij komentarz