27

Rano wyruszyłem poszukać czegoś tańszego do spania. Ale po godzinie bezowocnych poszukiwań odpuściłem. Chyba nie warto aż tak się spinać dla 15zł.
Więc znów łaziłem po mieście, podglądając i obserwując jak ludzie żyją i pracują... Jak sprawnie koegzystują, wykorzystując wszystko co mają, i co potrafią. Dostawcy lodu, wody, hurtownie owoców, przypraw, wszelkiej maści przekąsek. Na ulicy można kupic wszystko. Oprócz jedzenia w każdej postaci, warzyw, owoców i całej reszty mięsno/rybnych produktów, po gniazdk elektryczne,zardzewiałe klucze, sprzęt elektryczny i narzędzia. Wszystko rozstawione na ziemi, na małych stoiskach, lub powieszone na ścianie. A wieczorem zwijka, i zmiana na garkuchnie. 
Wieczorem znów do chinatown, gdzie wczoraj widziałem sparzone pierogi... Skuszony zapachem i wyglądem, postanowiłem spróbować. Znów pyszne... Ale że porcja jak zawsze niewielka, przeszedłem na drugą stronę, gdzie widziałem inny rodzaj pierożków. Gotowanych,takich specjalnych trzcinowych pojemnikach. Wziąłem dwa rodzaje... ;) Taka pierogowa uczta... ;) ;);) do hotelu mandarynki, arbuz i cola... ;) jest uśmiech...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

8

Baloniki..