22

W sumie nic szczególnego... Umówiłem się wczoraj z nowo poznanym "Birmańczykiem" na oprowadzenie po okolicy. Sam zaproponował, i głupio było jakoś tak odmówić. Wiec o 10 wsiedliśmy na barkę, i przepłynęliśmy na drugi brzeg. W sumie to nie wiem po co był mi potrzebny. Niewiele się chciał dowiedzieć o tym jak sie żyje w Polsce, czy Europie, ja nie zrobiłem praktycznie żadnych zdjeć, skupiałem sie na tym co mówi, a na dodatek calu czas miałem wrażenie, że dałem sie naciągnąć na "przewodnika". W każdy razie jak wróciliśmy, na właściwy brzeg, pożegnałem się z im, ale nic nie zapłaciłem.  Wróciłem do hotelu, spakowałem się na rano, żeby "przeczekać" najgorsze słońce, i znów ruszyłem na spacer. Najpierw coś zjadłem, a potem przepłynąłem znów na druga stronę, tym razem sam. Polazłem tak jak chciałem, porobiłem kilka zdjęć, i wróciłem. W innym miejscu. Szczerze liczyłem na jakiś fajny kadr w zachodzącym słońcu, taki na obrzeżach, a nie "miejski". Nie udało się. Trafiłem na odpowiednią miejscówkę dopiero jak wracał, ale było już za ciemno... No cóż. Czasem bywa tak, że w te właściwe miejsca trafiamy za późno. Nie można mieć wszystkiego. Może w innym miejscu i czasie...
A no i jeszcze dwie sprawy... ;) poszedłem na targ, kupić sobie banany na kolacje, poprosiłem o kiść, jak przyszło do płacenia, to Pani nie chce ode mnie pieniędzy. Podejrzewam że to pewnie była sprzedaż hurtowa, i moje 6 bananów Panią rozbawiło... Więc poszedłem kawałek dalej i wróciłem z kwiatami. Mam nadzieje że w Birmańskiej kulturze to nic złego... ;););) W każdy razie, wzbudziłem tym sporo żartów i śmiechu w tej części hali.. 
Druga sprawa. 
Dzięki przewodnikowi, który posłużył tez trochę jako tłumacz, dowiedziałam się że w oczach lokalnych kobiet uchodzę za przystojnego... To pewnie znów zasługa tego słońca, i może okularów które kupiłem za 6zł... 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

8

Baloniki..

27