Od wschodu, do zachodu...
...czyli 16h na barce... Udało sie dotrzeć na barkę dla lokalnej ludności. Dzieki temu uniknąłem podróży z wieśniakami turystami, choć kilku sie znalazło na barce razem ze mną... Ale ich ignorowałem;) wiem, jestem okropny... To było ciekawe przeżycie, choć mega długie... I pod koniec już bardzo męczące... 12h, jakoś jeszcze dałem radę. Potem się poddałem, i zamieniłem podłogę na krzesełko dla "białej rasy"... Przypłynąłem do Bagan jakoś ok.22.. Na "przystani" tłum naganiaczy, pertraktacje i transport do "hotelu" ceny jedne z najdroższych, a standard najgorszy. Ale spać gdzieś trzeba. Do łóżka, tym razem bez prysznica, bo zmarzłem jak cholera, a rano trzeba wstać o 5...
Komentarze
Prześlij komentarz