Dzień czwarty.
Dziś droga krótka, bo tylko do Pheriche. Wystartowałem o 8, po mocno obfitym śniadaniu. Początek nawet nienajgorzej. To pewnie sprawa owsianki i naleśnika z miodem. Docieram do mostu, po jakiejś 1,5h. Przerwa na zupę (pyszna pomidorowa z czosnkiem), chwila na oddech i ruszam dalej. Nie jest już tak łatwo, ale bez dramatu. Kilka podejście, trochę po płaskim, i w końcu z za "zakrętu"'wyłania się dolina, a w niej zabudowania Pheriche. Zejście, mostek i ostatnia prosta. W sumie 3,5h. Niezłe tempo jak na emeryta i wysokość. Ładuje się do rekomendowanego hotelu, próbuje negocjować cenę, ale obsługa niezbyt miła. Oprócz mnie nikogo nie ma. Zostawiam graty, i idę na rekonesans. Jedna strona,mruga strona i leżakowanie na słońcu. Relaks pełną gębą. Wytrzymałem do 13. ;) wziąłem aparat, i wydrapałem się na górkę, poszukać kadrów. Z górki piękny widok na dwie doliny, i dwie "osady". Jedna 4200, druga 4400. Jedna w słońcu, druga w cieniu. No i panorama obłędna. Tylko ...