Posty

Na dobicie.

Dziś dzien ostatni w Jaflong.  Pewnej warto by było zostać jeszcze z jeden, ale wiza się kończy, a ja nie wiem ile mi zajmie wyjazd z kraju, i czy nie będzie problemów. Więc dziś "dociskam". Zalazłem na dół, kombinuje z ustawieniami, żeby niwelować niedoskonałości aparatu, i mieć potem z czego wybrać ostre zdjecia. Pojawiła się wczoraj pewna koncepcja na zdjecia, ale niestety to nie na takie warunki, i czas. Może kiedyś ja wykorzystam. A narazie walczę. I znów to samo. Zapierdol, bieganina, kilogramy na głowie. A jednak jest czas na uśmiech, zdjecie, pogaduchy. Kosztem papierosa, palonego w biegu, albo zmiennika który musi iść kawałek dalej.  Dowiedziałem się że praktycznie wszyscy którzy tu pracują, to przyjezdni. W poszukiwaniu pracy, z innych regionów Kraju. Jaka musi byc bieda i desperacja, by przyjechać do tego piekła.  Niewyobrażalne.  Musiałem zrobić przerwę. Psychika siada, i cieżko się skupić w tym chaosie i hałasie. Obiat we wczorajszej jadłodajni, owoce, h...

"Dzień święty, święcić..."

Dziś piątek, czyli niedziela. Teroretycznie wolne. Ale tu jest jak u nas. Wszyscy wolne, centra handlowe zapieprzaja.  Wrocilem na wczorajszą "miejscówkę". Ale najpierw herbata w znajomej "herbaciarni" i omlet z trzech, w "barze mlecznym" obok. ;) muszę chyba zbadać cholesterol po powrocie. ;) choć i tak nie wiem jaki był przed. ;);) W kazdym razie dziś jest inaczej. Puściej, doły pozalewane wodą (w nocy pompy nie pracowały), więc ludzie albo pracują na obrzeżach, albo tam gdzie nie ma wody, a są kamienie. Koparki wywożą piasek, dzieciaki wybierają z niego drewno i kamienie, kobiety przenoszą kamienie na kopce, a faceci ładują to na ciężarówki. Do tego pogłębiają i poszerzają doły, konserwują pompy, i robią wszystko co niezbędne by jutro znow zacząć od nowa. I wcale nie jest lżej. Przy mnie obsunęło sie pare ton piasku, a facet uskoczył w ostatniej chwili. Łopat nie odzyskali.  Z racji że "niewiele" się działo, poszedłem w głąb piaskowej łachy, d...

Piekło...

Obraz
Ja pie...lę. Mógłbym napisać tylko tylę. Może nie wyraża w pełni tego co czułem, jak zobaczyłem "obraz" w Jaflong, ale w dość znaczyć stopniu odzwierciedla moją pierwsza reakcje. Było jeszcz słowo na "K"... Na początku. Ale po kolei.  Do Jaflong dojechalem z wycieczką studentów, która mnie zgarnęła w Sylhet, gdy szukałem właściwego autobusu. Dojechałem z nimi prawie do końca. Tuż przed przesiadłem się do rozklekotanego transportu międzymiastowego, i ostatnie kilometry walczyłem by nie odgryźć sobie języka, i nie stracic wszystkich pląb. ;) Masakryczne wertepy, autobus w stanie agonalnym, to zbyt dużo. Dojechałem, i lezę szukać hotelu.  Trafiam na jeden, który widać z daleka. 1000 Taka z noc. I nie ma dyskusji. Uparł się i co zrobisz. Idę szukać dalej, bo gdzieś doczytałem że jest coś tańszego w oklicy. Trafiam z pomocą lokalsa na przeciwko. Normalnie w życiu bym nie wiedział że to hotel, bo oczywiście nic po angielsku.  Pytam o cenę. To samo. Uśmiałem się, i negocju...

Ja cię kręcę. Oparzyłem się... ;)

Dziś dzień w pociągu. W drodze do Jaflong. Miały być herbaciane plantacje, ale widoków jakoś nie zachwycał. Więc decyzja że zostaję tylko na jedną noc. Wysiadam na stacji, oczywiście nic po angielsku, wszystko szlaczkami.. ;) Kieruję się na drugą stronę rzeki w poszukiwaniu hotelu. Bo przy stacji pusto. Jakaś taka dziwna polityka. Na moście ciekawa obserwacja. Most tylko dla pieszych, i rikszy. Ale żeby nie było łatwo, to jest pod górkę. I ci biedni rikszarzy muszą pchać te swoje pojazdy, z tym całym towarem, czasem grubym, czasem chudym lub mieszanym. A czasem wyładowane do granic ładowności workami z produktami. A że cieżko, to korzystają z usług "pchaczy". Za 10 taka, taki pan pomoże wepchnąć rikszę na górkę, a z górki to już wiadomo. ;)  Idę dalej, bo z założenia nie korzystam z rikszy. Mam z tym niezły dylemat, bo z jednej strony wiem że to przeważnie jedyne źródło utrzymania rodziny, a z drugiej nie mogę sobie wyobrazic że się rozsiądę jak panisko, a biedny człowiek bed...

Ognioodporni...

Zgodnie z planem, dziś polazłem znow do stoczni... Bo co tak będę w hotelu siedział... I zgodnie z poleceniem mojego kolegi, zacząłem "dociskać" ;) kupiłem nawet fajki za całe 200 taka, czyli tyle ile "dobre" jedzenie w restauracji. Poszedłem w koszta. ;) Miejscówka znana, niektórzy mnie już rozpoznawali, więc łażę, kręcę się, szukam. Czasem ktoś zagada, czadem tylko krzyknie. A czasem tylko podchodzą w milczeniu jak zombie, i stoją patrząc co robisz.  Wracając trafiłem na wciąganie statku na brzeg. Trochę to trwało, ale przecież nie mam nic innego do roboty. Więc przystawałem i czekam. Do wciągnięcia używa sie jednej wyciągarki, stalowej liny, kilku konopnych, czy też kokosowych, trzech sprawnych jednostek pływających, dwóch łódek drewnianych i ok. 30, 40 ludzi... Niestety nie doczekałem końca procesu, ani tak naprawdę początku, bo pękła lina (konopna) i przerwali zabawę. Więc odwróciłem się na pięcie, i zobaczyłem czarny dym. A jak jest dym, to jest i coś ciekaweg...

Baloniki..

Dziś była koncepcja na balony. Bo gdzieś doczytałem że Dhace robią balony. No i polazłem szukać. Kolejne kilometry.  Droga trochę znana, bo kierunek jak garbarni. Ale tym razem zagłębiłem się po drodze w świat recyklingu. W ruderach, domach, fabryczkach, w hałasie, w ciemnościach, przerabiają odzyskany plastik na wszelkiemu maści produkty. I tak powstają klapki, węże ogrodowe, oprawki,mi diabli wiedz co jeszcze. Praca głownie w malutkich manufakturach, ale widziałem też duże linie produkcyjne. Niestety do sfotografowania słabe. Ciemno i ciasno.  Idę dalej. Przechodzę przez most nad czymś co kiedyś było rzeką, a teraz jest wysypiskiem śmieci. Idę na "czuja" bo nie mam pojecia gdzie dokładnie są te fabryki. Google Maps nie pomogło ;) Mijam jakąś jedna niewielka, mało fotogeniczną, ale za chwile trafiam na produkcje "garnków" z amelinium. Znów całe rodziny, i wszystko ręcznie. Ehhh.  I tak sobie chodzę, szukam, żar z nieba, setki pytań, krzyków i dziwnych odgłosów (mia...

Ołowiane żołnierzyki...

Dziś była koncepcja na zmianę lokalizacji. Dalej stocznia, ale w innym miejscu, a przy okazji cegielnia.  W sumie to tylko 6km w jedną stronę. ;) I tu znów potwierdza się koncepcja chodzenia. Bo jak bym pojechał transportem jakimś, nie trafiłbym na dzielnicę "stalową" gdzie przerabia się blachę z odzysku, i nową, na rożne inne poerdoly potrzebne do budowy innych pierdoł. Mniejszych i większych. I po raz kolejny rzyczliwość mieszkańców Bangladeszu daje o sobie znać. Mogłem połazić gdzie chciałem, i popstrykac co chcialem. Oczywiście w pakiecie z tym czego ni do końca chcialem, czyli dziesiątkami selfie... ;) No i tak poszło z "ogniem" półtorej godziny. Dodatkową nagrodą, była pyszna herbata ze świeżą miętą.  To już trzecia wersja herbaty pitej w Bangladeszu. Pierwsza z Imbirem, druga klasyczna ze skondensowanym mlekiem i cukrem, i ta trzecia. Zadowolony lezę dalej. Przejście przez most, gdzie z daleka widać wyładunek cegieł z barek. Równe stosy, z prześwitem na cięża...