Ja cię kręcę. Oparzyłem się... ;)
Dziś dzień w pociągu. W drodze do Jaflong. Miały być herbaciane plantacje, ale widoków jakoś nie zachwycał. Więc decyzja że zostaję tylko na jedną noc. Wysiadam na stacji, oczywiście nic po angielsku, wszystko szlaczkami.. ;)
Kieruję się na drugą stronę rzeki w poszukiwaniu hotelu. Bo przy stacji pusto. Jakaś taka dziwna polityka. Na moście ciekawa obserwacja. Most tylko dla pieszych, i rikszy. Ale żeby nie było łatwo, to jest pod górkę. I ci biedni rikszarzy muszą pchać te swoje pojazdy, z tym całym towarem, czasem grubym, czasem chudym lub mieszanym. A czasem wyładowane do granic ładowności workami z produktami. A że cieżko, to korzystają z usług "pchaczy". Za 10 taka, taki pan pomoże wepchnąć rikszę na górkę, a z górki to już wiadomo. ;)
Idę dalej, bo z założenia nie korzystam z rikszy. Mam z tym niezły dylemat, bo z jednej strony wiem że to przeważnie jedyne źródło utrzymania rodziny, a z drugiej nie mogę sobie wyobrazic że się rozsiądę jak panisko, a biedny człowiek bedzie się męczył żeby przewieźć te prawie 100kg.
Jest hotel. Wchodzę, czekam bo na recepcji tylko jakiś chłopak który udaje że mnie nie widzi, i pewnie liczy że sobie pójdę. Pojawia się drugi, ale sytuacja bez zmian. W koñcu po 15 min. przychodzi starszy gość, tylko po to by powiedzieć że nie mam miejsc. To samo w drugim i trzeciej hotelu. Czwart do którego mnie odesłali, zabił ceną. Generalnie odniosłem wrażenie, że raczej niechcieli mnie w hotelu, niż to że było pełno. Lekko podłamany, zauważyłem wielki napis International Trawel & Turist. No to włażę zapytać o tani nocleg w mieście. Ale to Bangladesz.. ;) Nikt nie gada po angielsku.
Jestem zły. Nie lubię takich sytuacji, tym bardziej że zaczyna się robić ciemno. Idę dalej na "czuja". I widzę dwa. Jeden wielki, drugi trochę mniejszy. Szkoło, marmury. Ryzykuje w mniejszym. Pokój jest, wi-fi, ręcznik, mydło, szampon o papier toaletowy. I "tron" ;) i to w wsystko w jednej z tańszych cen w Bangladeszu. W łazience widzę dwa kurki. No to z niedowierzaniem sprawdzam czerwony. Zimna. Ale zostawiam odkręcony, bo może się "znajdzie". I pochwali gdy sprawdzam, oparzyłem się. Cud. Szczęście niepojęte. Po miesiącu bez cieplej wody, w koñcu mogłem porządnie zmyć z siebie cały ten syf. Stocznie, ołów, cegielnie i smród Dhaki.
Stałem tam chyba z pół godziny... ;) Jutro Jaflong.
Komentarze
Prześlij komentarz