Posty

Po Indiach...

Miesiąc minął... Więc parę słów podsumowania... Nie lubię Indii... Nie wiem czym się ludzie zachwycają w tym kraju. Może rzeczywiście, gdy zostajesz w tydzień wożony z punktu "A" do punktu "B", klimatyzowanym busem, wysiadasz tylko wtedy kiedy musisz, czyli pod hotelem, i pod "atrakcjami", to może się podobać... Jadasz w restauracjach, robisz zakupy dla rodziny i wracasz. I nic nie widzisz.. ;) Indie są kolorowe. Bez dwóch zdań. Są wielo kulturowe i egzotyczne. To prawda. Ale oprócz tego są niewiarygodnie wprost brudne. Myślałem że Birma to wysypisko. Ale Indie je przebijają, kilka razy. To jeden wielki syf i ściek. I do tego to sranie i sikanie na ulicy. Nigdzie tego nie widziałem wcześniej. Jak ktoś kuca, to nigdy nie wiesz czy akuratnie sika, czy rzeczywiście kuca. Bez względu na płeć i miejsce.  O chałasie i smogu nawet nie ma co mowić...  "Zabytki". Nikgdy mnie szczególnie nie interesowały na takich wyprawach. Tzn. Zobaczyć mogę, ale nie jes...

Andamady...

...czyli jaki kraj, taki raj... ;) Piszą że to raj na ziemi, z pięknymi plażami, cudzymi miejscami i wogule wielkie "łał"... No i niestety chyba ktoś im za to płaci.. ;) Albo tak jest w miejscach niedostępnych dla zwykłych zjadaczy chleba.. ;) Neil Island. Mała wysepka, która można obejść plażą w jeden dzień. Pod warunkiem że chodzisz w butach trekkingowych.... ;) na całej wyspie są dwie plaże piaszczyste, ale kąpać się tam można tylko w czasie przypływu. Reszta praktycznie się nie nadaje. To tak naprawde cmentarzysko martwej rafy koralowej... Ale nie poleciałem tam zachwycać się plażą. Choć byłby to miły dodatek.. Ogólnie miałem odpocząć, i wyzdrowieć. I to się udało. Nawet jedzenie było całkiem niezłe. Choć jak na możliwości, to moglo być lepiej... Ale nie narzekam.. Odpocząłem, poczytałem, wyleczyłem. Naladowalem baterie przed kolejnym karajem... Reszta jest nieistotna.. ;) Jedno jest pewne. Nie wyśpisz się. O 6 rano na 100% obudzi Cię piętnasto minutowa symfonia charania,...

Kalkuta 2...

;)Pobutaka, mycie i na lotnisko. Jeszcze tylko ustalnie ceny za "podwózkę" tuk-tukiem, i opuszczam raj... Ale nie tak prosto. Na lotnisku pani sie przyczepiła do nadbagażu. Jeden kilogram... Żeby było śmieszniej z takim bagażem przyleciałem. Nic nie dołożyłem. Oczywiście tłumaczenia nie pomagają... Pewnie to jakaś rodzina Pawłowicz. Rozpakowałem pokrowiec na plecak, wyjąłem statyw, przeswietlilem bagaż poraz kolejny, i do odprawy. Tym razem "okienko"obok, bo było wolne. Bagaż waży pół kilo mniej. To pięknie pokazuje jak oszukują, bo statyw waży prawi dwa kilo... Juz mi sie nawet nie chciało komentować. Odprwaiony, bilet w łapie, teraz jeszcze tylko przejść przez "bramki". Po 20 minutach stania w kolejce, bo działał tylko jeden rentgen i dwie "bramki", jedna damska i jedna męska, nastąpiła powtórka z rozrywki... Znów kilka razy prześwietlało bagaż, znow trzeba było wszytko powyciągać. Udało się po kolejnych 15 min. Uff. Samolot, paskudny posiłek, ...

Droga do "raju"...

Miałem sobie odpuści... Rajskie wyspy, i cudne plaże to nie dla mnie... Ale Indie wysysają z człowieka cała energię. Wyżymają do ostatniej kropli... Dla tego, i z powodów walki z anginą, wymyśliłem Andamany. Na tydzień. Więc wsiadłem w samolot w Kalkucie i poleciałem.  Ale oczywiście tu nic nie jest takie proste... Kontrola na lotnisku krajowym, to jakiś debilny wymysł. Na lotnisko nie wpuszcza Cię bez biletu. Potem musisz prześwietlić bagaż główny, przed odprawą. Dostajesz naklejkę, i idziesz się odprawić. Nie wiem jaki to ma sens, bo gdybym chciał w międzyczasie mogę przełożyć z podręcznego plecaka wsystko co potrzeba by np. wysadzić samolot w locie... Ale co ja sie tam znam na Indyjskich wymysłach. Odprawa. Tu obyło się be problemów. Potem bramki i kontrola. Tu kolejne problemy. Plecak prześwietlany z trzy razy... A moj "panel" z portfelem, notesem i resztą drobiazgów z pięć razy. Bo pan sie dopatrzył zapalniczki. Wiec pomimo prześwietlania, trzeba było wszystko wyciągnąć,...

Kalkuta..,

Kalkuta to trzy dni łażenia po mieście, w oczekiwaniu na wizę do Bangladeszu. Do konsulatu dotarłem z duszą ramieniu, bo rano przeczytałem w necie, że Paniwie potrafią strzelić focha, i nie wydać wizy... Bardzo by mi to popsuło plany. Kolejny miesiąc w Indiach,mto chyba ponad moje siły... Więc by szukać alternatywy. Ale udało się. Wniosek złożony, dwa dni pózniej odbiór. Tak więc Kalkuta to trzy dni szlajania. Ciasne uliczki, market, jakiš westiwal gangi, i brytyjska architektura. Pozostałości świetności i wielkości miasta widać na kazdym kroku... Musiało być piekne za czasów brytyjskich. Kojarzy mi sie trochę z Barceloną. Żal patrzeć jak to wszystko się rozsypuje, popadając w coraz większą ruinę. Hindusi mają to w dupie. Jest metro, i jedyne w Indiach tramwaje. Które pamietają chyba jeszcze czasy  imperium. Niewiarygodnie poobijane, a motorniczy zamiast przedniej szyby ma karty. Pewnie często w niego żucają kamieniami. Zadziwiające że miasto jest stosunkowo czyste. Jak na Indie oc...

Droga przez mękę...

Czas ruszyć dalej. Kalkuta. Pociąg miałem o 9.20, więc wstałem wcześniej, żeby spokojnie dojechać, i mieć zapas na stacji... No i tego zapasu narobiło się aż nad to... W sumie pociąg miał 4h opoźnienia, ale dla odmiany, nie mam na stacji w Gaya, żadnej informacji. Nic się nie wyświetla, informacja turystyczna nie działa, jakiś użędas spytany z którego peronu odjeżdża, dał mi tylko znać że drugi, moze trzeci. Ale nie odezwał się słowem że pociąg jest opóźniony. Zaniepokojony gdy nie przyjechał o czasie, poszedłem do kasy spytać co sie dzieje. i tam, po konsultacji z trzyma innymi, dostałem info, żeby przyjść po południu. Szczęka mi opadła. Pytam jak to po południu. N to gość, że pociąg jest opanujmy jakieś 3-4h. Załamałem się... Wróciłem  na peron, i próbowałem uzbroić się w cierpliwość... W końcu przyjechał... Na szczęście moja miejscówka była na górnej pryczy, więc mogłem się uwalić, i nie martwić juz niczym. O 22.30, moja ostatnia podróż pociągiem w Indiach (przynajmniej w tej cz...

Święte drzewo..

Bodhgatya to święte miejsce dla buddystów. Nie będę przepisywał wiklipedi, wystarczy napisać ze pod tym drzewem (a raczej jego dziadkiem), Budda doznał oświecenia i wygłosił swoje pierwsze kazanie. Zeby sie tam dostać, musisz odstać w kolejce, potem przejść przez dwie bramki lotniskowe, i dwa macanka. Policja jak to w Indiach chamska i nieuprzejma. Przypieprzyli sie oczywiście do mnie o telefon. Na nic tłumaczenia że wyłączony, że mam aparat, więc po cholerę mam używać telefonu. Czy ja wyglądam jak idiota od selfie...? Albo japoński turysta? Nie dało rady. Uparł się tępak, i musiałem wracać oddać tel. do depozytu. Tu kolejny absurd. Miejsce kultu odwiedza dziwnie setki tysięcy osób, a oni mają 240 szafek na telefony... Trzeba mieć siano w głowie... Odstane kolejne 30 min, aż w koncu ktoś oddał kluczyk, i powrót do bramek. Oczywiście potem widziałem mnóstwo osób z telefonami i iPadami. I jakoś mogłeś wejść. Ehhh. Całe szczęście że rano zjadłem pyszne śniadanie. Inaczej byłbym wkurwiony ...