Po Indiach...
Miesiąc minął... Więc parę słów podsumowania...
Nie lubię Indii... Nie wiem czym się ludzie zachwycają w tym kraju. Może rzeczywiście, gdy zostajesz w tydzień wożony z punktu "A" do punktu "B", klimatyzowanym busem, wysiadasz tylko wtedy kiedy musisz, czyli pod hotelem, i pod "atrakcjami", to może się podobać... Jadasz w restauracjach, robisz zakupy dla rodziny i wracasz. I nic nie widzisz.. ;)
Indie są kolorowe. Bez dwóch zdań. Są wielo kulturowe i egzotyczne. To prawda. Ale oprócz tego są niewiarygodnie wprost brudne. Myślałem że Birma to wysypisko. Ale Indie je przebijają, kilka razy. To jeden wielki syf i ściek. I do tego to sranie i sikanie na ulicy. Nigdzie tego nie widziałem wcześniej. Jak ktoś kuca, to nigdy nie wiesz czy akuratnie sika, czy rzeczywiście kuca. Bez względu na płeć i miejsce.
O chałasie i smogu nawet nie ma co mowić...
"Zabytki". Nikgdy mnie szczególnie nie interesowały na takich wyprawach. Tzn. Zobaczyć mogę, ale nie jest to glowny cel wyprawy. Tu było tak samo. Świątynie, pałace i cała reszta to dodatek.
Bez szału. Tak jak pisałem wcześniej Taj Mahal jest ok, fajnie zobaczyć, ale komfort żaden. Tak samo zresztą jak i Florencja, Rzym, czy Wenecja. Wszędzie za dużo turystów. ;) Tylko we Włoszech przynajmniej jedzenie pyszne... ;)
Bo w Indiach jedzenie mi nie "podeszło"... I nie chodzi tu o warunki przygotowywania. Bo to juz przerabiałem poprzednia, i nie ma z tym kłopotu. Chodzi o same potrawy. Nie są smaczne.
Masala, curry, i cała zreszta wynalazków jak dla mnie niejadalna. Nie przypomina w niczym, tego co serwują w Polsce w hinduskich knajpach.
Najlepsze jest Lassi. A najlepiej jadłem w Bodhgaya w małej knajpce prowadzonej prze Tybetańczyków. Ale widać tak musi byc.. ;)
Ludzie. Tu kolejny problem. Nie są mili. W większości przypadków. Brak tu życzliwości, uśmiechu, przyjaznych gestów. Przepychanie, pchanie i potrącanie. To klasyka. Jak ktoś zagada i wykaże przyjazne "oznaki" to niestety w większości przypadków to zasadzka. Po kilku zdaniach, zostaniesz zaproszony do sklepu, kantorka, pracowni, szkoły. Nie żeby kupić. Tylko obejrzeć "my frend"... A potem zostaniesz poddany genialnej presji, tak że cieżko o asertywność. Mistrzowie.
I tyle. Pojechać warto, to napewno. Zobaczyć, poznać samemu. I samemu ocenić, bo jednak sporo osób jest zachwyconych. A moze to tylko problem ze mną... Moż to wina choroby, i przemęczenia... Moze trzeba było zacząć od czegoś lżejszego, a dopiero po "podładowania" zmierzyć się z molochem.
Za dużo tych "może"...;)
Indie wysysają z Ciebie całą energię. Wszytko co masz, oddajesz. Jak życie Gangesowi.
Tylko z reinkarnacją słabo... :)
Następny przystanek Bangladesz. Zobaczymy co tam mnie czeka...
Dopiero dzisiaj wpadłam na pomysł żeby tu zajrzeć ��
OdpowiedzUsuńNo i przerobiłam ostatni miesiąc Twojego życia przy jednym podejściu, nie mogłam się oderwać.
Podziwiam za odwagę. Trochę zazdroszczę. Spełniasz marzenia. Mam nadzieję zobaczyć mnóstwo pięknych zdjęć.
Dbaj o siebie chłopaku. ��
Idę oglądać "Top Gear w Indiach" z nowej perspektywy ��
Dzięki Polcia... Ja też mam nadzieję że zrobię jakieś niezłe zdjecia. ;)
Usuń