Droga przez mękę...
Czas ruszyć dalej. Kalkuta. Pociąg miałem o 9.20, więc wstałem wcześniej, żeby spokojnie dojechać, i mieć zapas na stacji... No i tego zapasu narobiło się aż nad to... W sumie pociąg miał 4h opoźnienia, ale dla odmiany, nie mam na stacji w Gaya, żadnej informacji. Nic się nie wyświetla, informacja turystyczna nie działa, jakiś użędas spytany z którego peronu odjeżdża, dał mi tylko znać że drugi, moze trzeci. Ale nie odezwał się słowem że pociąg jest opóźniony. Zaniepokojony gdy nie przyjechał o czasie, poszedłem do kasy spytać co sie dzieje. i tam, po konsultacji z trzyma innymi, dostałem info, żeby przyjść po południu. Szczęka mi opadła. Pytam jak to po południu. N to gość, że pociąg jest opanujmy jakieś 3-4h. Załamałem się... Wróciłem na peron, i próbowałem uzbroić się w cierpliwość... W końcu przyjechał... Na szczęście moja miejscówka była na górnej pryczy, więc mogłem się uwalić, i nie martwić juz niczym. O 22.30, moja ostatnia podróż pociągiem w Indiach (przynajmniej w tej części) zakończyła się na dworcu w Kalkucie. Teraz jeszcze tylko znaleść nocleg... Ominąłem "zasieki" rikszarzy i taksiarzy, i udałem się w nocny spacer po Kalkucie. Pewnie nie było to najmądrzejsze.. ;)
Dotarłem do dzielnicy gdzie było dość sporo noclegowni, ale niestety ceny nie zachwycały. zrezygnowany wziąłem jakis w miarę przyzwoity pokój, i poszedłem spać. Wcześniej jednak sprawdziłem co oferuja portale noclegowe, i wyszło na to że Kalkuta jest poprostu droga...
Pech..
Komentarze
Prześlij komentarz