Posty

Zdjecia...

Obraz

Dycha..

Wstałem rano, w dobrym humorze jak to w Birmie...;) ruszyłem na dworzec, w sumie to za wcześniej o jakieś dwie godziny, ale zawsze to na spokojnie, no i poranne światło jest piękne...;) zjadłem "śniadanie" polazłem po stacji i okolicy, coś tam "pstryknąłem" i nagle zamarłem... Podjechały klimatyzowane busiki, a z nich wysyłaliśmy sie gromadnie i krzykliwie "turyści". Oczywiście średnia wieku 60+. Wyciągnęli aparaty i zaczęli fotografować wszystko i wszystkich. Do "ciekawszych obiektów" ustawiały sie praktycznie kolejki... Tak wiec jak oni wyciągnęli swoje aparaty, ja swój schowałem... Nie chciałem być postrzegany jako cześć tego cyrku... Obłęd. Miałem jeszcze nadzieję że przynajmniej wsiądą do klasy "wyższej", ale oczywiście nie. Stadnie stoczyli się do klasy "ordynary" psując mi tym samym całą frajdę z podróży. Co prawda wysiedli za słynnym mostem, ale niesmak pozostał... Widoki za oknem mało ciekawe, bo w Birmie krzaki rosną...

9

Dziś pojechałem do  Pyin U Lwin... Taka mieścina w górach, pozostałość po Brytyjskim "kurorcie". Temperatura niższa niż normalnie, wieczorem nawet lekko chłodno.. Dojechałem na miejsce "busem" czyli pickupem, z ławeczkami na pace... Nie przewidziałem że bedzie tak wiało, i trochę mnie chyba przerwało... No i na 100% mam siniaki na tyłku... ;)  Samo miasteczko nie zachwyca... Nie sądziłem że to kiedyś napiszę w Birmie...;) Totalnie Inne zachowanie ludzi w porównaniu do tego co dobrej pory widziałem. Nie odpowiadają na uśmiech, ubrani głownie po europejsku, drogo i ogólnie jakoś tak dziwnie... Ale zapowiadało sie od rana ze to będzie niezbyt szczególny dzień. Przy wymeldowywaniu, chciał mnie skubani naciąć na 13 dolców. Ze niby spałem trzy noce, a zapłaciłem za dwie... Ale się wkurzyłem... Telefony, kłótnia, i w końcu przyznali mi racje... To już drugi raz, jak mnie ktoś chciał oszukać. Pierwszy był w Shwedagon Pagoda, gdzie Pani wzięła ode mnie  10000 karatów, i zapo...

8

Dziś pojechałem zobaczyć słynny U Bain bridge... Czyli najdłuższy most teakowy na świecie.  Wstałem o 4, Nino 4.30 byłem umówiony z "mototaxi". Pół godziny jazdy za miasto i jest most... Most jak most...;) przeszedłem go trzy razy zastanawiając się gdzie wschodzi słońce, i jak najlepiej się ustawić z aparatem... Jedyne do r miejsce to tak naprawdę z łodzi... Łodzi nie było, wiec wlazłem po kostki w błoto. W sumie to nie wiem po co... Przecież w necie jest od groma takich fotek, z mnichami w promieniach zachodzącego, czy też wschodzącego słońca... No ale nic to. Przyjechałem, zrobiłem, znalazłem sobie jeszcze kilka innych ciekawych kadrów, i poszedłem na "obchód" okolicy... Taki przedsmak tego co mnie czeka za miastem... Wracając niestety natknąłem się po raz pierwszy w Birmie na turystycznych białasów... Nie ma gorszych "turystów" niż para Europejek po 50... Masakra... Negocjacje z MotoTaxi i powrót do Mandalay. Nie byłem w słynnym klasztorze gdzie setki m...

Tydzień...

Obraz
To już tydzień.. A mam wrażenie jakbym wyjechał z miesiąc temu... Wrażenia gonia wrażenia... Bombardują wszystkie zmysły, z każdej strony. Nie nadążam z wyłapywaniem wszystkiego, a co dopiero z robieniem zdjeć... Niewiarygodne miejsce... Znów trafiłem tam, gdzie normalnie biały nie chodzi... I stałem sie atrakcją turystyczną. Dziwne uczucie, gdy dorośli wyciągają dzieci z domów by pokazać "białego", a na targu Panie nawzajem pokazują sobie mnie palcami...;) Niezłe "branie"...;););) to chyba prze opaleniznę..;) albo chodziło o aparat...;););)  W każdym razie tyle uśmiechów ile dzisiaj dostałem, nie uświadczyłeś chyba prze całe życie... Uśmiecha sie każdy, a co trzech osoba zagaduje... Choć zna tylko kilka słów po angielsku. ( dokładnie jak ja, więc rozumiem się doskonale) 😀 stopy pała ogniem, głowa paruje, a ręce bolą od noszenia aparatu... Kolejne 40km za mną...  Wieczorem znalazłem "internet". Więc spróbowałem wysłać trochę fotek... Niestety ale trafiłem...

Sześć...

Kolejny dzień w Birmie... O świcie poszedłem do portu... To moje ulubione miejsce... Tam zjadłem śniadanie razem z tragarzami i tymi co przypłynęli z drugiego brzegu... Miasto powoli budzi się do życia, a za 2h hałas będzie tak wielki że człowiek nie będzie w stanie zebrać myśli... O 15 mam samolot do Mandalay, wiec ok. 12.30 muszę wyjechać z hotelu.. Jeszcze tylko "kafejka internetowa", gdzie przez 30 min. Udało się wysłać 5 zdjęć... Obłęd z tym netem... Chyba lepiej jak by go nie było... Przynajmniej człowiek by miał świadomość ze nie ma, i nie będzie fotek na fejsika przez najbliższy miesiąc... ;) dziś piałem sok, który ma wszystkie skok pod sobą... Ale za głupi jestem żeby powiedzieć co to było.. Chyba marakuja. Takie małe żółte, z czarnymi pestkami w środku... Cieżko się przełamać by zjeść coś na ulicy... Szczególnie po tym jak się trafi na targ...;););) Maynamar... Wylądowałem, znalazłem sobie busik. O omijając wszyskich naganiaczy po drodze... Niestety okazało sie zejd...

Na pięć...

.... Rano trafiłem do "portu", a raczej pirsu rozładunkowego na rzece... I jakbym nagle przeniósł sie o 100lat wstecz... Sznur tragarzy, którzy rozładowują barki z ryżu. I wszystko biegiem z 50kg na plecach... Robi wrażenie... Wzbudziłem sensację jak poprosiłem o sok wyciskany z trzciny cukrowej... W moim rankingu gdzieś na czwartym miejscu, a to tylko dla tego ze Birmanczycy nie potrafią korzystać z lodu... Gdyby był podany jak tow Tajlandii, byłby drugi... ;) Cieżko jest tu w ogóle kupić tak dobrze schłodzone pocie jak Bangkoku. Może to przez te problemy z dostawami prądu... Na ulicach brudno... Szczury wielkości małych kotów, śmieci, faceci sikający w kucki do kanałów ściekowych... Jednym słowem totalne przeciwieństwo Bangkoku. O 8 rano na ulicach pusto, cieżko znaleźć coś do jedzenia. Wszystko ożywa ok. 10. I wtedy zaczyna sie Hardcore...;) nie da się przejść chodnikiem, a jak wyjdziesz na ulicę to pewnym jest że przejedzie Cię samochód... Pieszy dla nich nie istnieje... ...