Dycha..
Wstałem rano, w dobrym humorze jak to w Birmie...;) ruszyłem na dworzec, w sumie to za wcześniej o jakieś dwie godziny, ale zawsze to na spokojnie, no i poranne światło jest piękne...;) zjadłem "śniadanie" polazłem po stacji i okolicy, coś tam "pstryknąłem" i nagle zamarłem... Podjechały klimatyzowane busiki, a z nich wysyłaliśmy sie gromadnie i krzykliwie "turyści". Oczywiście średnia wieku 60+. Wyciągnęli aparaty i zaczęli fotografować wszystko i wszystkich. Do "ciekawszych obiektów" ustawiały sie praktycznie kolejki... Tak wiec jak oni wyciągnęli swoje aparaty, ja swój schowałem... Nie chciałem być postrzegany jako cześć tego cyrku... Obłęd. Miałem jeszcze nadzieję że przynajmniej wsiądą do klasy "wyższej", ale oczywiście nie. Stadnie stoczyli się do klasy "ordynary" psując mi tym samym całą frajdę z podróży. Co prawda wysiedli za słynnym mostem, ale niesmak pozostał... Widoki za oknem mało ciekawe, bo w Birmie krzaki rosną prawie na torach, a pociąg złoży jako kosiarka... Pare razy dostałem gałęzią w twarz... W każdy razie, sama jazda to ciekawe przeżycie. Taka namiastka kolejki górskiej. Trzęsie, szarpie, podskakuje. Wagony wychylają sie o 15" prawie jak w Pendolino... ;) tura przed Hsipapw, zaczęło się robić ciekawie, widoki zapowiadały ucztę fotograficzną... Już sie cieszyłem... Dojechaliśmy na miejsce, dałem się skusić łapaczowi na hotel, i po raz pierwszy od przyjazdu miałem gorącą wodę pod prysznicem...;) wywiad środowiskowy, i informacja która mnie "zabiła". Droga do NAMHSAN jest zamknięta, i potrzebne jest pozwolenie rzadu na przejazd. Szlag by to... !!! Szybko na policję, spytać co i jak. Urząd imigracyjny. Ale czynny dopiero rano, od 6. No to kolacja i spać...
Komentarze
Prześlij komentarz