Na pięć...

.... Rano trafiłem do "portu", a raczej pirsu rozładunkowego na rzece... I jakbym nagle przeniósł sie o 100lat wstecz... Sznur tragarzy, którzy rozładowują barki z ryżu. I wszystko biegiem z 50kg na plecach... Robi wrażenie... Wzbudziłem sensację jak poprosiłem o sok wyciskany z trzciny cukrowej... W moim rankingu gdzieś na czwartym miejscu, a to tylko dla tego ze Birmanczycy nie potrafią korzystać z lodu... Gdyby był podany jak tow Tajlandii, byłby drugi... ;)
Cieżko jest tu w ogóle kupić tak dobrze schłodzone pocie jak Bangkoku. Może to przez te problemy z dostawami prądu... Na ulicach brudno... Szczury wielkości małych kotów, śmieci, faceci sikający w kucki do kanałów ściekowych... Jednym słowem totalne przeciwieństwo Bangkoku. O 8 rano na ulicach pusto, cieżko znaleźć coś do jedzenia. Wszystko ożywa ok. 10. I wtedy zaczyna sie Hardcore...;) nie da się przejść chodnikiem, a jak wyjdziesz na ulicę to pewnym jest że przejedzie Cię samochód... Pieszy dla nich nie istnieje... Na każdym rogu sprzedają "narkotyki" do żucia. Żują i plują wszyscy. Kobiety, młodzi i starzy... Do tego jedzenie, picie, i cała reszta wszelkiego dobra jakie można sprzedać. 
No i trafiłem na "halę" targową. Najpierw na "spożywczą" a potem na "tekstylną"... To ogromna, zadaszona przestrzeń, w której każdy ma wypucowane swoje stanowisko. Kwadrat wielkości. Jakieś 3x3m. czasem większy. Mięsne są "otwarte", z przyprawami, i drobnicą zamykane. W przejściu mieszczą się ledwo dwie osoby... Na tekstylnej jest jeszcze piękniej... Drewniane regały, każdy boks zamykany pięknymi drzwiami... Cudo... Tylko trochę ciemno na zdjęcia... Może jutro raz jeszcze pójdę. 

Z dziś...
Tęsknię za 7eleven... Mają najlepszą klimę, i idealnie zimną kolę...
Birmańska życzliwość jest realna...

Komentarze

  1. Nie przeforsuj się Bartku. Dbaj o nogi. Pamiętaj, że to dopiero początek podróży.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

8

Baloniki..

27