"w dupie nigdzie"...
Dotarłem do Puerto Montt.
Plan był chytry. A nawet ambitny.
Miałem tu wsiąść na prom i dostać się do Puerto Chacabuco, i stamtąd dalej, już lądem do Marmurowych jaskiń. Po drodze oglądając z pokładu promu piękne wyspy, i być może delfiny.
Ale to Chile, a w Chile cały czas pod górkę. Okazało się że biletów na prom nie ma. Najbliższy wolny termin to 12.02. (jest 7.02), a i to tylko w najdroższej kabinie.
Może bym nawet i przeżył to AA, ale czekać w tej dziurze 5 dni, to dramat. Druga opcja, to dopłynięcie do innego portu, i tam kombinowanie co dalej. Ale znów prom dopiero za dwa dni.
A diabli wiedzą co będzie dalej. Ostatnia próba - autobus. Tu znów dramat. Najbliższy wolny termin sobota. No i jak tu się nie wkurwić... Próbowałem kupić bilet na prom kilka dni wcześniej przez internet, ale okazało się to niewykonalne. Mimo iż system pokazywał wolne kajuty. Trzeci świat.
Wściekły, z wizją kiblowania w tej mieścinie, kombinuję co zrobić. Nie ma za bardzo opcji. Jedyne wyjście to Argentyna i Bariloche. Ale u jednego przewoźnika brak biletów, a drugi zamknięty.
Wracam do hotelu, po drodze zaliczając spektakularną wywrotkę, i tam próbuję kupić bilet online...
Cud. Udało się. Teraz jeszcze wydrukować, i mogę iść coś zjeść.
Jedyny minus to brak jakichkolwiek informacji o transporcie z Bariloche do Perito Moreno. Wszytko kursuje w dół. Buenos, itd.
A mnie zależy na tych jaskiniach. Koncepcja jest taka, żeby spróbować wynająć samochód, i dojechać tam w 4dni. 900km w jedną stronę, potem trzeba się przebić przez granice, i kolejne 200.
A po powrocie do Bariloche, kombinować jak się dostać do El Chaltén.
Opcja najbardziej dramatyczna, to samolot. Ale mam nadzieję że coś kursuje na tej trasie.
Nie tracąc nadziei, idę spać. Coraz bardziej zmęczony tą podróżą.
Plan był chytry. A nawet ambitny.
Miałem tu wsiąść na prom i dostać się do Puerto Chacabuco, i stamtąd dalej, już lądem do Marmurowych jaskiń. Po drodze oglądając z pokładu promu piękne wyspy, i być może delfiny.
Ale to Chile, a w Chile cały czas pod górkę. Okazało się że biletów na prom nie ma. Najbliższy wolny termin to 12.02. (jest 7.02), a i to tylko w najdroższej kabinie.
Może bym nawet i przeżył to AA, ale czekać w tej dziurze 5 dni, to dramat. Druga opcja, to dopłynięcie do innego portu, i tam kombinowanie co dalej. Ale znów prom dopiero za dwa dni.
A diabli wiedzą co będzie dalej. Ostatnia próba - autobus. Tu znów dramat. Najbliższy wolny termin sobota. No i jak tu się nie wkurwić... Próbowałem kupić bilet na prom kilka dni wcześniej przez internet, ale okazało się to niewykonalne. Mimo iż system pokazywał wolne kajuty. Trzeci świat.
Wściekły, z wizją kiblowania w tej mieścinie, kombinuję co zrobić. Nie ma za bardzo opcji. Jedyne wyjście to Argentyna i Bariloche. Ale u jednego przewoźnika brak biletów, a drugi zamknięty.
Wracam do hotelu, po drodze zaliczając spektakularną wywrotkę, i tam próbuję kupić bilet online...
Cud. Udało się. Teraz jeszcze wydrukować, i mogę iść coś zjeść.
Jedyny minus to brak jakichkolwiek informacji o transporcie z Bariloche do Perito Moreno. Wszytko kursuje w dół. Buenos, itd.
A mnie zależy na tych jaskiniach. Koncepcja jest taka, żeby spróbować wynająć samochód, i dojechać tam w 4dni. 900km w jedną stronę, potem trzeba się przebić przez granice, i kolejne 200.
A po powrocie do Bariloche, kombinować jak się dostać do El Chaltén.
Opcja najbardziej dramatyczna, to samolot. Ale mam nadzieję że coś kursuje na tej trasie.
Nie tracąc nadziei, idę spać. Coraz bardziej zmęczony tą podróżą.
Komentarze
Prześlij komentarz