Iron Man's
Dzień drugi w stoczni. Dziś juz na drugim brzegu słychać stukot młotków.
Zjadam omlet z trzech jajek, herbata i ciastko i w droge.
Dobijam do brzegu, i jest dobrze. Ruch jak w ulu, chalas niemiłosierny. Setki młotków, silniki łodzi, agregaty, wyciągarki. Niewiarygodne. Statki przygotowywane są już cześciowo na "redzie", gdzie czekają w kolejce do wciągnięcia. I nie ważne czy trzeba wyjąć potężne silniki, czy wyciąć jakis element, czy też tylko "obstukac" do malowania. Jak tylko zwalnia się miejsce, wciągają delikwenta na brzeg, i zaczyna się już na poważnie. Wycinanie poszycia, spawanie, latanie dziur, malowanie. Najbardziej zdumiewa "obstukiwanie" z rdzy. Przez 10h dziennie faceci napierniczają w blachę młoteczkiem wielkości tego ze "Skazanych na shawshank".
Widziałem tylko kilka szlifierek. A przecież było by szybciej i ciszej. Ale może się mylę.
W kazdym razie warunki pracy żadne. Zabezpieczeń, kasków, rękawic, gogli, czy masek nie ma. Jak chcesz to możesz sobie sam kupic okulary (sporo pracuje w przeciwsłonecznych), za maski służy chusta, a reszta jest nie istotna.
Potem trafiłem do odlewni śrub napędowych. Kolejny obłęd. To taka mała huta. Tylko wszystko dzieje się na podwórku. W ziemi wkopane są paleniska, z systemem nawiewu, i dopływem paliwa. Do palenia używa się ropy, a dawkowaniem mieszanki zajmują się dzieciaki. Na nogach klapki, ubranie ochronne to "kiecka" i t-shirt. I tak pracują ze stopioną mieszanką bronzu, który ma pare tys. stopni celcjusza.
Ukrop i dym ledwo pozwalają oddychać. Siedziałem tam kilka godzin i miałem dość. A przecież nie pracowałem. Gardło mnie bolało jeszcze kilka dni..
Wracam do hotelu. Mam co chciałem, a za chwilę bedzie ciemno. Jutro inna miejscówka.
Komentarze
Prześlij komentarz