Dzięki Ci Google Maps... ;)
Trafiłem do stoczni. Dzięki Google Maps namierzyłem miejscówkę. Udało się dostać bez problemów, nikt nie strzela, nikt nie krzyczy. Radość wielka. Jedyny minus to piątek. Czyli nasza niedziela. Ale jednak ktoś pracuje, więc można zrobić rozpoznanie tarenu, i coś przy okazji popstrykac. Jestem zajebiscie zadowolony. Oby tylko choć kilka była ostra.
Cały dzień łażenia, zmów zapomniałem że trzeba coś pić i jeść. Ratuje herbata. Co zresztą zawsze wywołuje sensację i spore zainteresowanie lokalsow.
Wracam do hotelu, po drodze odwiedzam "restauracje" która niby serwuje chińskie jedzenie. Pytam sie pana co lepsze, czy krewetki z grilla, czy po chińsku. Pan oczywiście nie rozumie, więc zamawiam z grilla. Czekam 25 min. I dostaje krewetki w cieście, i po chińsku. No i klops. Bo nic z tego nie zamawiałem. Tłumaczę co jak, w końcu Pan załapał, i od zabrał do kuchni chińską wersję...
Nigdy nie zrozumiem w czym problem w tych azjatyckich "kuchniach". Na targu wybór wszelkiej maści zieleniny, ryby, krewetek i innych skorupiaków, a jak przychodzi coś zjesc, to nędza.
Wielka szkoda.
Płace, kupuje jeszcze owoce na ulicy, i do pokoju. Znów sie zapowiada nieprzespana noc. Ale przynajmniej dzień był ok... ;)
Komentarze
Prześlij komentarz