Antybiotyk- Khajuraho
Nie udało się bez... Poddałem się. Ale to za chwile.
Dziś rano umówiony byłem z "zaprzyjaźnionym" tuktukarzem.. ;)
W planach zwiedzanie okolicy na motorze, ma byc też jazda w góry do zapomnianych przez cywilizację wiosek.. W końcu coś wiecej niż miasto, i okolice. Lekko zdrowy, wsiadłem na motor, i pojechaliśmy. Pierwszy przystanek stacja, potem jego wioska. Łącznie z wizytą w domu, herbatą z dziadkiem, i oglądaniu pola. Sama wioska w ciekawej formie. Trochę przypomina greckie domki. Moze to przez malowanie na biało-niebiesko, moze przez glinę, z ktorej są zrobione. W kazdym razie wyglądaj naprawde malowniczo. Niektóre maja ponad 100lat... Tak jak i studnie kopane ręcznie,mi cembrowane cegła... No i naprawde czysto. To ju nawet nie jak na Indie, ale jak na azje... Obejścia pozamiatane, pomalowane, a przed kazdym wejściem wysmarowane krowim łajnem. Na szczęście, i zeby muchy w domu nie latały. Muszę tak spróbować u siebie latem... ;)
Potem kolejna wioska, i jeszcze jedna... Jako przerywnik widok na "łączenie" dwóch rzek, co było by nawet dość malownicze, ale słońce w pełni, a jedna z rzek wyschnięta.. ;)
Potem znów jazda do kolejnej wioski, i do kolejnej. W tej ostatniej powiedziałem ze nie misi mnie juz wozić cały dzien po wioskach, ze niech mnie zabierze w góry, i wracamy. Niestety chyba nie pamiętał gdzie jest ta wioska w górach. Nie drazylem tematu. Wróciliśmy do miasta, pożegnałem sie na rozdrożu, i ostanie 5 km przeszedłem. Błąd... Znów Przecenilem siły, a jazda na motorze trochę mnie doprawiła. Czuję ze jest źle. A nawet gorzej. Amtu jeszcze 5h czekania do końca dnia, i kolejne 1,5 na pociąg. Zjadłem coś, wypiłem dwie szklanki lemon Lassi, pokręciłem sie bez celu po oklolicy, i wrocilem do hotelu. Tam czekając w patio (ranko sie wymeldowalem), uzupełniłem wpisy na blogu, sprawdziłem pocztę, i zasiegnąłem opini lekarskiej. Antybiotyk brać, no to wziąłem...
Trochę znów zmarzłem, wiec poszedłem jeszcze coś zjeść, wypić gorąca herbe, wrocilem, ubrałem sie jak na zimę u nas (tylko spodenki krótkie pozostały), poczekałem jeszcze godzinkę, i zasiadłszy w tuk-tuka, pojechałem na dworzec. Ty kolejne czekanie w niezbyt ciepła noc, i w koncu podstawili pociąg.
Jeszcze tylko łamigłówka z rozlokowaniem bagaży z współspaczami, pościelenie wyrka i spać... 10h jazdy. Rano Waranasi...
Komentarze
Prześlij komentarz