W kraju pachnącym curry, moczem i kadzidełkami..

Doleciałem... Bez przygód, i nawet nie było strasznie męcząco, pomimo siedzenia w 8h w 4 miejscowym rzędzie... Qatar ma lepszą obsługę swoich lini... ;)
Jak to w Azji, taksiarze kombinują, żeby jak najwiecej zarobić. Więc wsadzili mi do kompletu amerykankę, która wczesnej w samolocie zrobiła jakiemuś gościowi awanturę, bo się o nią "ocierał"... Wiec na wszelki wypadek odgrodziłoby się od niej plecakiem. ;)
Skończyło się to gadaniem na dachu hotelu, i podziwianiu panoramy Delhi... Przy pełni księżyca... ;)
Do swojego hostelu trafiłem ok.4 po 40 minutach błądzenia i szukania w zakamarkach slumsów. Strasząc szczury, i budząc śpiących na ziemi hindusów. Ale udało się, i położyłem się w łożku pachnącym curry, i kadzidełkami. Takimi lekko wilgotnymi.. Obudziłem się po godzinie zmarznięty, a w głowie myśli "przecież to Indie, powinno być ciepło..." Wyciągnąłem z plecaka śpiwór, i szczęśliwy poszedłem spać dalej. Po godzinie obudziłem się, bo za gorąco... Jak nie urok to sraczka... ;) 
Wstałem gdzieś ok.10, umyłem się w zimnej wodzie i w miasto... Jest syf.. Myślałem że w Birmie było brudno, ale tu jest chyba gorzej... Nikt nie sprząta, wszystko się wala na ziemi, a człowiek lawiruje pomiędzy odchodami zwierząt i ludzi, śmieciami, rikszami i tuk-tukami. Do tego taksówki, i skutery, psy i święte krowy. Można zwariować. Ale słońce świeci, jest ciepło i wszystko pachnie "indyjskim sklepem"... Pomijając miejsca w których wali uryną. 
Pierwsza zasadzka to mili Hindusi. Jak są mili, to coś chcą. Przeważnie zostać Twoim przyjacielem, zaprowadzić Cię do biura turystycznego, pomóc, oczywiście bezinteresownie. Nieświadomy sytuacji, dałem się wciągnąć w tę grę. Wyglądałem się że chce kupić motor,  to mój nowy kolega oczywiście wie gdzie. Zaprowadził, przedstawił, poczekał. 
Pan mi zaproponował wynajęcie za 2500$, a zakup za 2100$... Powiedziałem że nie chętnie... ;)
Mój kolega się zmartwił,  ale zaraz zaprowadził do następnego biura. Tu mi Pan wytłumaczył, że nie mogę jeździć na motorze po Indiach bez miedzynarodowego prawa jazdy. Skuterem tez nie.  Zmartwił mnie... I tu zaczęły się małe problemy. Bo do podróży nadaje się tylko  pociąg, i autobus. Ten drugi nie polecany ze wglądu na kradzieże, i niebezpieczeństwo wypadków. Biletu kupić nie można bez rejestracji na stronie  ichniejszych kolei. Ale to i tak nie ma sensu, bo jest okres swiąteczny i zakup biletu jest praktycznie niemożliwy. Po takich informacjach, zostałem niejako zmuszony do wykupienia pakietu podróżnego. Gwarantuje mi to bilety na pociąg, i hotele ze śniadaniem i ciepłą wodą... Trochę to wbrew temu co lubię, ale inaczej się nie dało. Tak wiec pojutrze ruszam do Puszkar. A potem dalej. ;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

8

Baloniki..

27