Posty

Droga do "raju"...

Miałem sobie odpuści... Rajskie wyspy, i cudne plaże to nie dla mnie... Ale Indie wysysają z człowieka cała energię. Wyżymają do ostatniej kropli... Dla tego, i z powodów walki z anginą, wymyśliłem Andamany. Na tydzień. Więc wsiadłem w samolot w Kalkucie i poleciałem.  Ale oczywiście tu nic nie jest takie proste... Kontrola na lotnisku krajowym, to jakiś debilny wymysł. Na lotnisko nie wpuszcza Cię bez biletu. Potem musisz prześwietlić bagaż główny, przed odprawą. Dostajesz naklejkę, i idziesz się odprawić. Nie wiem jaki to ma sens, bo gdybym chciał w międzyczasie mogę przełożyć z podręcznego plecaka wsystko co potrzeba by np. wysadzić samolot w locie... Ale co ja sie tam znam na Indyjskich wymysłach. Odprawa. Tu obyło się be problemów. Potem bramki i kontrola. Tu kolejne problemy. Plecak prześwietlany z trzy razy... A moj "panel" z portfelem, notesem i resztą drobiazgów z pięć razy. Bo pan sie dopatrzył zapalniczki. Wiec pomimo prześwietlania, trzeba było wszystko wyciągnąć,...

Kalkuta..,

Kalkuta to trzy dni łażenia po mieście, w oczekiwaniu na wizę do Bangladeszu. Do konsulatu dotarłem z duszą ramieniu, bo rano przeczytałem w necie, że Paniwie potrafią strzelić focha, i nie wydać wizy... Bardzo by mi to popsuło plany. Kolejny miesiąc w Indiach,mto chyba ponad moje siły... Więc by szukać alternatywy. Ale udało się. Wniosek złożony, dwa dni pózniej odbiór. Tak więc Kalkuta to trzy dni szlajania. Ciasne uliczki, market, jakiš westiwal gangi, i brytyjska architektura. Pozostałości świetności i wielkości miasta widać na kazdym kroku... Musiało być piekne za czasów brytyjskich. Kojarzy mi sie trochę z Barceloną. Żal patrzeć jak to wszystko się rozsypuje, popadając w coraz większą ruinę. Hindusi mają to w dupie. Jest metro, i jedyne w Indiach tramwaje. Które pamietają chyba jeszcze czasy  imperium. Niewiarygodnie poobijane, a motorniczy zamiast przedniej szyby ma karty. Pewnie często w niego żucają kamieniami. Zadziwiające że miasto jest stosunkowo czyste. Jak na Indie oc...

Droga przez mękę...

Czas ruszyć dalej. Kalkuta. Pociąg miałem o 9.20, więc wstałem wcześniej, żeby spokojnie dojechać, i mieć zapas na stacji... No i tego zapasu narobiło się aż nad to... W sumie pociąg miał 4h opoźnienia, ale dla odmiany, nie mam na stacji w Gaya, żadnej informacji. Nic się nie wyświetla, informacja turystyczna nie działa, jakiś użędas spytany z którego peronu odjeżdża, dał mi tylko znać że drugi, moze trzeci. Ale nie odezwał się słowem że pociąg jest opóźniony. Zaniepokojony gdy nie przyjechał o czasie, poszedłem do kasy spytać co sie dzieje. i tam, po konsultacji z trzyma innymi, dostałem info, żeby przyjść po południu. Szczęka mi opadła. Pytam jak to po południu. N to gość, że pociąg jest opanujmy jakieś 3-4h. Załamałem się... Wróciłem  na peron, i próbowałem uzbroić się w cierpliwość... W końcu przyjechał... Na szczęście moja miejscówka była na górnej pryczy, więc mogłem się uwalić, i nie martwić juz niczym. O 22.30, moja ostatnia podróż pociągiem w Indiach (przynajmniej w tej cz...

Święte drzewo..

Bodhgatya to święte miejsce dla buddystów. Nie będę przepisywał wiklipedi, wystarczy napisać ze pod tym drzewem (a raczej jego dziadkiem), Budda doznał oświecenia i wygłosił swoje pierwsze kazanie. Zeby sie tam dostać, musisz odstać w kolejce, potem przejść przez dwie bramki lotniskowe, i dwa macanka. Policja jak to w Indiach chamska i nieuprzejma. Przypieprzyli sie oczywiście do mnie o telefon. Na nic tłumaczenia że wyłączony, że mam aparat, więc po cholerę mam używać telefonu. Czy ja wyglądam jak idiota od selfie...? Albo japoński turysta? Nie dało rady. Uparł się tępak, i musiałem wracać oddać tel. do depozytu. Tu kolejny absurd. Miejsce kultu odwiedza dziwnie setki tysięcy osób, a oni mają 240 szafek na telefony... Trzeba mieć siano w głowie... Odstane kolejne 30 min, aż w koncu ktoś oddał kluczyk, i powrót do bramek. Oczywiście potem widziałem mnóstwo osób z telefonami i iPadami. I jakoś mogłeś wejść. Ehhh. Całe szczęście że rano zjadłem pyszne śniadanie. Inaczej byłbym wkurwiony ...

Bodhgaya

Czas ruszyć dalej. 3 dni w Waranasi to wystarczająca...  Pobudka o 7, szybkie mycie, pakowanie i w drogę na stację. Trżeba jeszcze dojechać rykszą prawie 20km, bo z Waranasi pociąg nie odjeżdża. Klasyka. Po 40 minutach telepatia i pizdziawki wyladowalem na właściwej stacji. Coś do zjedzenia, jakieś owoce, woda i można jechać.male tu pierwszy Suprise. Opóźniony. Najpierw 1h, potem, 1.5, na na koncu 2.30. Nienawidzę. Ostatnio za kazdym razem pociąg ma opoznienie. Marnuję życie na stacjach, a potem w pociągu. Dojechałem z 3h opóźnieniem. Oczywiście to nie był jeszcze koniec drogi. Teraz tuk tuk i kolejne 20km. Na szczęście złapałem jakichś rosyjskich buddystów, dzięki temu koszty poszły na 4. Na miejscu kolejny problem. Hostel. Wszystko pełne, a ceny z kosmosu. Udało się wynegocjować nocleg, wiec juz tylko pozostało pójść na rekonesans.  Mnóstwo mnichów, znajomych z Birmy, Kambodzy... Ogrom buspddystow w Tybetu, Nepalu, Japoni. Cała mieszanka kolorów i strojów. Ale najlepsze że w...

Ostatni dzień w Waranasi

Wstałem jak zwykle ok.8. Cóż z tego że późno, skoro w nocy i tak się budzę co dwie godziny zlany potem. A hałas zaczyna męczyć od 6 rano. Śniadanie, pakowanie i spacer na nową miejscówkę. Klasyk. Ale mega pozytyw. Czysto, schludnie. miło. Pokój wieloosobowy, łazienka z ciepłą wodą. Jak w Azji. ;) Zostawiłem graty, i w miasto. Znów połazić. Jakoś mało zdjęć robię... "Łapie" sie na tym, że porównuję sporo do Birmy, albo ogólnie do całej zeszłorocznej wyprawy... A to juz było, a tamto było ciekawsze, itd. Jakoś tak trochę bez serca... A to dopiero dwa tygodnie.  Meczą mnie te Indie. Moze to wina anginy, a może męczącego "kina" przed wyjazdem... Nie wiem. Tak sobie wspominam zeszły rok, i pierwszy kontakt z Birmą... Zupełnie inaczej. Ale to pewnie czynnik ludzki. Tam sie ludzie uśmiechają, odpowiadają na pozdrowienie, są mili i przyjaźni. Tu tak nie jest... I do tego ten hałas... I wszechobecny smog... Wysysa z Ciebie całą energię...  Ale co tam. Jeszcze kilka dni, a po...

Święty ściek, i cała reszta...

Waranasi. Święte miasto. Najważniejsze dla hindusów. To tu przybywają "dokonać" żywota, lub "puścić  sie dymem". Można też dokonać oczyszczającej kąpieli w Gangesie. Choć słowo "oczyszczać" w tym przypadku nabiera nowego znaczenia.  Nie widziałem pływających trupów. Trochę żałuję, bo wtedy miałbym motywacje by do pełnego fotoreportażu zapłacić za pozwolenie na zdjecia z ciałopalenia. Ale zdechłe krowy, czy świnie pływające w rzece tez robią wrażenie. Zaraz obok prana jest pościel dla hoteli i ubrania dla ludzi. A potem wszystomto jest suszone na gównie... Ot całe Indie. Tu nie szanuje się nikogo i nic. Wszystko jest byle jakie, zrobione na odpierdol. Gorzej jak w Polsce. Całe te Indie,mto jedna wielka prowizorka... Chwalą się "atomówka", nowoczesną, ogromną armią, a sraja na ulicy, maja problem z prądem, nie maja kanalizacji, a korupcja zżera sama siebię. Porobiłem dziś trochę kilometrów... Znów polazłem tam gdzie nie powinienem, i przez chwile z...