Ostatni dzień w Waranasi
Wstałem jak zwykle ok.8. Cóż z tego że późno, skoro w nocy i tak się budzę co dwie godziny zlany potem. A hałas zaczyna męczyć od 6 rano. Śniadanie, pakowanie i spacer na nową miejscówkę. Klasyk. Ale mega pozytyw. Czysto, schludnie. miło. Pokój wieloosobowy, łazienka z ciepłą wodą. Jak w Azji. ;) Zostawiłem graty, i w miasto. Znów połazić. Jakoś mało zdjęć robię... "Łapie" sie na tym, że porównuję sporo do Birmy, albo ogólnie do całej zeszłorocznej wyprawy... A to juz było, a tamto było ciekawsze, itd. Jakoś tak trochę bez serca... A to dopiero dwa tygodnie. Meczą mnie te Indie. Moze to wina anginy, a może męczącego "kina" przed wyjazdem... Nie wiem. Tak sobie wspominam zeszły rok, i pierwszy kontakt z Birmą... Zupełnie inaczej. Ale to pewnie czynnik ludzki. Tam sie ludzie uśmiechają, odpowiadają na pozdrowienie, są mili i przyjaźni. Tu tak nie jest... I do tego ten hałas... I wszechobecny smog... Wysysa z Ciebie całą energię... Ale co tam. Jeszcze kilka dni, a po...