Posty

Agra..

W pociągu niestety siedziałem z bandą dzięciorów, ktore się darły niemiłosiernie i kopały mnie pod stołem... Tak więc mimo słuchawek nie pospalem. A czułem się podle. I tylko widok z oknem rekompensował przerywany sen. Widać prawdziwe Indie. Żałuje że nie mam jak po nich pojeździć inaczej niż komunikacją publiczną. Chociaż z drugiej strony, przy tym jak oni jeżdżą, mógłbym tego nie przeżyć... Ale zdjecia były by prawdziwe... Może jeszcze coś wymyślę...  Wylądowałem w Agrze. Jest 10.30. Do hotelu znów 5km marszu. Klasycznie pokój od głównej ulicy, na dole Pizza Hut, Costa Coffe... Może trzeba się zacząć stołować u nich, bo jak na razie hinduskie jedzenie mi nie podchodzi... Wziąłem prysznic, gripex, i w wyro. 3h drzemki, spocony jak mysz, wstałem i w drogę. Zobaczyć gdzie jest Taj Mahal, bo dziś  i tak jest zamknięty.  Dotarłem nad żeke, gdzie oczywiście można było zrobić piekne zdjecie z łódki w promieniach zachodzącego słońca. Takie jakich tysiące ju zrobiono... Podyskut...

Sylwester...

Tak jak pisałem wczoraj, niezbyt "wyraźny" wstałem i poszedłem w miasto. Znów bez konkretnego celu... Skończyło się kinem, z Bollywoodzką superprodukcją historyczną. Trzeba przyznać że mają rozmach. Setki statystów, scenografia i kostiumy na bogato, sceny batalistyczne itp. Oczywiście reszta w klasycznej formie. Duże łzawe oczy u wszystkich, zwolnienia, choć kręcone na normalnym klatkarzu, miłość szczęśliwy i nieszczęśliwa, teatralne gesty i przerysowana gra. Wysiedziałem do przerwy i wyszedłem. Samo kino tez ciekawe. W stylu naszych starych dobrych kin, z czasów przed multipeksowych. Ale w pierwszych żedach na fotelach nie ma siedzisk, oczywiście wszystko usyfione, flausz na fotelach aż ślini od brudu. Ja miałem szczęście i kupiłem bilet na miejsca dla VIP'ów.. ;) obite sztuczną skórą, rozkładane jak w pierwszej klasie ekspresu... No i Pan "usadzacz" który jak w filmach braci Marx, chodzi z latarką i usadzą wszystkich na ich miejscach...  A jeszcze jedna ciekaw...

Pink City...

Jaipur, mogło by mieć jedno z najładniejszych starych dzielnic jakie widziałem. Być może najładniejsze.  Piekne freski, detale, architektura... Niestety wszystko to "gnije" w szambie ulicy... Nikt o to nie dba, nikt sie tym nie przejmuje... Jeden wielki rynsztok. Spokojnie można by kręcić "Pachnidło" bez szczególnych nakładów... A zaczaąłem dzieñ tak pięknie, od ślicznej świątyni, na dodatek tylko dla mnie... ;)  A potem to już klasycznie. Wąskie uliczki, z dala od turystów i utartych szlaków...  Przejechałem się metrem, w ramach rozpoznania, odwiedziłem stację kolejowa, i postanowiłem poszukać poczty... 3 km, tylko po to by w jedynym okienku po 20 min. czekania kupić pocztówki...  Umarłem z śmiechu jak je dostałem. Żółty kartonik, z jednej strony czysty, z drugiej z nadrukowanym znaczkiem i miejscem na adres.,i to wszystko. Może to jakaś specjalna wersja dla dzieci...? W stylu "namaluj to sam"... Wysłałem, zobaczymy czy dotrze. Potem jeszcze przygoda z wy...

Jaipur

Dziś "różowe miasto"...  Jako iż pociąg z Pushkar miałem dopiero o 15, to sobie wykombinowałam że spróbuje jakoś dostać sie wcześniej... O 8 wsiadłem w autobus, który chyba tylko cudem i siła modlitw pasażerów sie nie rozpadł. Po 40'min, byłem juz w Ajimir. Tu chciałem złapać pociąg, ale jak wysiadłem z autobusu, był,jakis następny do Jaipur. Nie zastanawiałem się długo... Ten był jakis solidniejszy, i po trzech godzinach z plecakiem na kolanach dojechałem do Jaipur.. Jeszcze tylko walka z rikszarzami i meldunek w hotelu... Przegrupowanie bagażu, i w miasto. Bo nie wiem czemu ale ubzdurała mi sie ze jestem tu tylko jedną noc. Pózniej się okaże że trzy ;) Łącznie z sylwestrem. Chyba mi nie służy taka "zaplanowana" podróż. Olałem pałac królewski z biletem za 400 rupi, olałem obserwatorium astronomiczne bo kolejka nieziemska, i dałem się zgubić w uliczkach. I to lubię... To mnie napędza.  Wrocilem już późnym wieczorem, idąc uliczkami gdzie lokalni dziwnie się na mn...

Pushkar...

Obraz
Dwa dni... Bo też i nic spektakularnego się nie wydarzyło, a miejscówka tak naprawdę na 1, max. półtora dnia... Po śniadaniu (takie mam hotele na wypasie), polazłem do świątyni, a dokładnie nad święte jezioro... Tam oczywiście zapłaciłem frycowe, mimo iż trzy razy udalo mi się uniknąć płacenia... Tak więc po modłach, wrzucaniu kwiatków do wody, i polaniu głowy woda z jeziora (ciekawe czy wyłysieje) zapłaciłem stosowne 500 rupi, ale za to cała moja rodzina i przyjaciele bedą zdrowi. Jak nie to wrócę i utopię tych pajaców. Tak myślę że to taki przedsmak przed Waranasi... Pielgrzymki przyjeżdzają z całych Indii, by się oczyścić, i wykąpać w jeziorze. A jezioro to syf. Zdechłe ryby, srajace krowy, małpy i gołębie, które obowiązkowo się dokarmia. Jak na krakowskim rynku... ;) Posiedziałem tam trochę, obserwując to całe przedstawienie, pogadałem też z fakirem, o szczęściu, życiu i naszej drodze... ;) Fajnie, bo siedzielismy na słońcu... ;) Potem polazłem coś zjeść, wypijając podróże przepysz...

Turysta...

Stało się... Zostałem rasowym turystą... Ale po kolei. Wstałem o 4, co zresztą mogło się okazać moim najdroższym błędem w życiu, bo nie nastawiłem budzika.. Ale śniło mi sie ze zaspałem.. I obudziłem sie 15 min. Przed czasem... Czasem człowiek ma szczęście... W sumie okazało sie że cały dzien był tak jakby szczęśliwy. Jak juz dotarłem na dworzec, ponad godzinę przed czasem, około się że kolejki ktore widziałem wczoraj do przejścia przez bramki, nie miały miejsca. Tak wogóle to ciekawe po co prześwietlają ludziom bagaże... Na peronie tłumy. Ale co ciekawe, w odróżnieniu od sytuacji na naszych dworcach, nikt sie nie pcha, nie krzyczy, nie awanturuje... Każdy na spokojnie wsiada i zajmuje swoje miejsce. W pociągu klasy ekspres, na dzien dobry dostajesz gazetę, potem tackę z kubkiem, śmietanką i cukrem. A na koniec Pan.przynosi termos z gorąca wodą. A i je szczęście butelka wody mineralnej. Drugi set to jedzenie, które przespałem, i następnie soczek i znów herbata. Jak widać można... ...

Delhi..

Dziś wstałem wcześnie. Nie da się tu spać. Do późna w nocy gadają na "recepcji", a od rana zaczyna się "życie"... Ubrałem się, umyłem i w drogę. Zjadłem coś, nie szczególnie smacznego, ale chyba muszę się przyzwyczaić... To nie pyszne jedzenie w Kambodży... Doszedłem sobie do centrum, tam znowu zaczepił minie jaki "kolega" i znów to samo... Podziękowałem, i dalej w swoją stronę. Potem znów kolejny, tym razem próbował mnie wysłać do centrum z którego właśnie wróciłem. Bo tam godzę szedłem (mój hostel) jest niebezpiecznie bo to dzielnica slumsów... ;)  Podziękowałem, poszlajałem  się po ciasnych uliczkach, wypiłem pyszny sok z pomarańczy, zjadłem znów coś niezbyt smacznego, i zrobiłem sobie przerwę. W sumie to nie bardzo mam juz gdzie chodzić... Old Delhi jest dziś zamknięte, bo muzułmanie mają święto... A cała reszta jakoś nie wyglada zachęcająco.. Więc tak łaziłem bez celu, nawet zdjęć nie robiąc za bardzo, bo mam wrażenie że drażnię ludzi... Mam nadzie...