Agra..
W pociągu niestety siedziałem z bandą dzięciorów, ktore się darły niemiłosiernie i kopały mnie pod stołem... Tak więc mimo słuchawek nie pospalem. A czułem się podle. I tylko widok z oknem rekompensował przerywany sen. Widać prawdziwe Indie. Żałuje że nie mam jak po nich pojeździć inaczej niż komunikacją publiczną. Chociaż z drugiej strony, przy tym jak oni jeżdżą, mógłbym tego nie przeżyć... Ale zdjecia były by prawdziwe... Może jeszcze coś wymyślę... Wylądowałem w Agrze. Jest 10.30. Do hotelu znów 5km marszu. Klasycznie pokój od głównej ulicy, na dole Pizza Hut, Costa Coffe... Może trzeba się zacząć stołować u nich, bo jak na razie hinduskie jedzenie mi nie podchodzi... Wziąłem prysznic, gripex, i w wyro. 3h drzemki, spocony jak mysz, wstałem i w drogę. Zobaczyć gdzie jest Taj Mahal, bo dziś i tak jest zamknięty. Dotarłem nad żeke, gdzie oczywiście można było zrobić piekne zdjecie z łódki w promieniach zachodzącego słońca. Takie jakich tysiące ju zrobiono... Podyskut...