Turysta...
Stało się... Zostałem rasowym turystą...
Ale po kolei.
Wstałem o 4, co zresztą mogło się okazać moim najdroższym błędem w życiu, bo nie nastawiłem budzika.. Ale śniło mi sie ze zaspałem.. I obudziłem sie 15 min. Przed czasem... Czasem człowiek ma szczęście... W sumie okazało sie że cały dzien był tak jakby szczęśliwy.
Jak juz dotarłem na dworzec, ponad godzinę przed czasem, około się że kolejki ktore widziałem wczoraj do przejścia przez bramki, nie miały miejsca. Tak wogóle to ciekawe po co prześwietlają ludziom bagaże... Na peronie tłumy. Ale co ciekawe, w odróżnieniu od sytuacji na naszych dworcach, nikt sie nie pcha, nie krzyczy, nie awanturuje... Każdy na spokojnie wsiada i zajmuje swoje miejsce.
W pociągu klasy ekspres, na dzien dobry dostajesz gazetę, potem tackę z kubkiem, śmietanką i cukrem. A na koniec Pan.przynosi termos z gorąca wodą. A i je szczęście butelka wody mineralnej. Drugi set to jedzenie, które przespałem, i następnie soczek i znów herbata. Jak widać można... ;)
W Jajour, zagadnął do mnie pasażer fotela obok, pytaniem co to za stacja i gdzie jadę. Dziwne pytanie od człowieka który rozumie w hindi, i ma bilet do Jajpur.. ;) ja powiedziałem ze jadę do Puskr, i ze sa tam wielbłądy, podjął z ojcem decyzje że jedą ze mną... I tak minęło 1,5h na gadaniu o Indiach, nepalu, podróżach, i materiale na żonę...;)
Jak w jeździliśmy na stacje końcowa, dołączyło do nas dwóch Australijczykow, i tym samym koszty busa do Puszkar, rozłożyły sié na 5 osób.. Panowie wysiedli w centrum, a ja moimi nepalskimi znajomymi pojechałem do mojego hotelu.. Który okazał się "resortem". I tu sise załamałem,.. Przecież normalnie bym w życiu nie sól w takim miejscu. Jedyny plus to ciepła woda... Załamany i lekko wkurzony, wruciłem do czekającej taksówki i pojechaliśmy coś zjeść. Panowie wyjaśnili mi że to klasyczna zagrywka, i ze tak naprawdę to jest tylko jedna prawdziwa informacja turystyczna. Reszta to podpucha w mniejszym lub większym stopniu... Mam nadzieje ze to moje ostatnie "frycowe"... Generalnie dzien skończył sie na podróży wielbłądami na pseudo pustynie, ale było to marzenie chłopaka z Nepalu, który z ojcem prowadźi interes w USA. Więc pomogłem mu je spełnić... Typowy turysta... Resort, wielbłądy i tylko jeszcze zakupów na markecie brakuje...
Ale po kolei.
Wstałem o 4, co zresztą mogło się okazać moim najdroższym błędem w życiu, bo nie nastawiłem budzika.. Ale śniło mi sie ze zaspałem.. I obudziłem sie 15 min. Przed czasem... Czasem człowiek ma szczęście... W sumie okazało sie że cały dzien był tak jakby szczęśliwy.
Jak juz dotarłem na dworzec, ponad godzinę przed czasem, około się że kolejki ktore widziałem wczoraj do przejścia przez bramki, nie miały miejsca. Tak wogóle to ciekawe po co prześwietlają ludziom bagaże... Na peronie tłumy. Ale co ciekawe, w odróżnieniu od sytuacji na naszych dworcach, nikt sie nie pcha, nie krzyczy, nie awanturuje... Każdy na spokojnie wsiada i zajmuje swoje miejsce.
W pociągu klasy ekspres, na dzien dobry dostajesz gazetę, potem tackę z kubkiem, śmietanką i cukrem. A na koniec Pan.przynosi termos z gorąca wodą. A i je szczęście butelka wody mineralnej. Drugi set to jedzenie, które przespałem, i następnie soczek i znów herbata. Jak widać można... ;)
W Jajour, zagadnął do mnie pasażer fotela obok, pytaniem co to za stacja i gdzie jadę. Dziwne pytanie od człowieka który rozumie w hindi, i ma bilet do Jajpur.. ;) ja powiedziałem ze jadę do Puskr, i ze sa tam wielbłądy, podjął z ojcem decyzje że jedą ze mną... I tak minęło 1,5h na gadaniu o Indiach, nepalu, podróżach, i materiale na żonę...;)
Jak w jeździliśmy na stacje końcowa, dołączyło do nas dwóch Australijczykow, i tym samym koszty busa do Puszkar, rozłożyły sié na 5 osób.. Panowie wysiedli w centrum, a ja moimi nepalskimi znajomymi pojechałem do mojego hotelu.. Który okazał się "resortem". I tu sise załamałem,.. Przecież normalnie bym w życiu nie sól w takim miejscu. Jedyny plus to ciepła woda... Załamany i lekko wkurzony, wruciłem do czekającej taksówki i pojechaliśmy coś zjeść. Panowie wyjaśnili mi że to klasyczna zagrywka, i ze tak naprawdę to jest tylko jedna prawdziwa informacja turystyczna. Reszta to podpucha w mniejszym lub większym stopniu... Mam nadzieje ze to moje ostatnie "frycowe"... Generalnie dzien skończył sie na podróży wielbłądami na pseudo pustynie, ale było to marzenie chłopaka z Nepalu, który z ojcem prowadźi interes w USA. Więc pomogłem mu je spełnić... Typowy turysta... Resort, wielbłądy i tylko jeszcze zakupów na markecie brakuje...
Komentarze
Prześlij komentarz