Posty

28

Ostatni dzien w Birmie. Jutro wylatuje.  Na "śniadanie" poszedłem wypić herbatę z rikszarzami.. Hreba, strasznie słodka, zmieszna ze skondensowanym mlekiem, i ciastem z posmakiem bananów...  Dostałem dwa ogromne kawałki ciasta, czyli w sumie jakbym zjadł pół brytfanki... ;) ale dobre było.  Po drodze zjadłem jeszcze podpłomyki wypoekane w glinianym piecu, i kolbę kukurydzy... Jest radość.  Poszedłem dziś do parku. Ale okazało się, że wstęp do parków w Birmie jest płatny... A ja nie płacę. Więc wróciłem do centrum, mijając podróże Shwedagon Pagoda. Zbojkotowalem ją fotograficznie, i poszedłem dalej. Wlazłem do jakiegoś baru, który serwował świeże soki, i walnąłem szklankę zimnego soku z limonki. Tylko po cholerę go słodzili... Jeszcze tylko coś do jedzenia, przerwa południowa... Książka, drzemka i znów na miasto. Tym razem poszukać przypraw dla mojej siostry. Bo takie życzenie miała... Jeszcze tylko złodziejski bankomat (z każdej transakcji zabierają Ci 5000 kayatów, ...

27

Rano wyruszyłem poszukać czegoś tańszego do spania. Ale po godzinie bezowocnych poszukiwań odpuściłem. Chyba nie warto aż tak się spinać dla 15zł. Więc znów łaziłem po mieście, podglądając i obserwując jak ludzie żyją i pracują... Jak sprawnie koegzystują, wykorzystując wszystko co mają, i co potrafią. Dostawcy lodu, wody, hurtownie owoców, przypraw, wszelkiej maści przekąsek. Na ulicy można kupic wszystko. Oprócz jedzenia w każdej postaci, warzyw, owoców i całej reszty mięsno/rybnych produktów, po gniazdk elektryczne,zardzewiałe klucze, sprzęt elektryczny i narzędzia. Wszystko rozstawione na ziemi, na małych stoiskach, lub powieszone na ścianie. A wieczorem zwijka, i zmiana na garkuchnie.  Wieczorem znów do chinatown, gdzie wczoraj widziałem sparzone pierogi... Skuszony zapachem i wyglądem, postanowiłem spróbować. Znów pyszne... Ale że porcja jak zawsze niewielka, przeszedłem na drugą stronę, gdzie widziałem inny rodzaj pierożków. Gotowanych,takich specjalnych trzcinowych pojemnik...

26

Rano wstałem o 9. Po raz pierwszy zdażyło mi się tak długo spać... Wiec po śniadaniu, od razu w miasto. Dziś poszedłem w kierunku którego jeszcze nie "eksploatowałem"... Minąłem po drodze piękny budynek,zapuszczony, zaniedbany. Ale z cudnym klimatem i światłem w środku. Próbowałem wejść, ale ciecie naskoczyły na mnie tak jakbym co najmiej chciał zabić prezydenta. A z zewnątrz sie nie dało sodografowac, bo strzegły go dwa rzędy ogrodzenia, z drutem kolczastym i pozostałościami izolatorów, co świadczyło ze ogrodzenie było kiedyś pod "prądem". Więc polazłem dalej. Coś tam zobaczyłem, ale tak naprawdę to chciałbym już z tąd wyjechać. Zmęczony już jestem tym hałasem, niezbyt dobrym jedzeniem,zaduchem i tymi samymi miejscami. Gdybym mógł pojechać tam gdzie jeszcze nie byłem,mczy,i tam gdzie nie można,mto by mnie to pewnie jeszcze cieszyło. A tak... Wróciłem domhostelu o 14. i tu niespodzianka. Kazali mi zwolnić pokój. Na nic moje tłumaczenia ze przecież mówiłem że na czte...

25

Cieżko się spało... Poparzenie daje w kość... ;) 6.30 pobudka, prysznic, pakowanie, śniadanie i o 7.30 meldunek w autobusie. Trzeba wracać do Yangon. Jeszcze tylko wytrzymać 3h po tych krętych,  dziurawych drogach. Dobrze że mam aviomarin.  Udało sie dotrzeć w jedynym kawałku, choć trzęsło okrutnie. Teraz ominąć wszystkich naganiaczy, i po kolejnych 45 minutach w taksówce jestem w centrum. Tu znów walka o spanie. W hostelu w którym spałem wcześniej nocka 16$. Poszedłem szukać czegoś tańszego, i po 45 min. wróciłem. Nie miałem już siły i ochoty. Duchota i słońce wykańczają. Zapłaciłem, zrzuciłem grafy, prysznic i na miasto. W sumie takie szlajanie bez celu. Wieczorem coś na "ząb" i do spania. Nie chciał mi sie już łazić. 

Zdjecia... Ostatnie z Birmy.

Obraz
Rybacy w NGWE SAUNG

Stary a głupi..

Wstałem rano, z nadzieją na wschód słońca... Jakiś taki pięknie malowniczy. Ale nie wyszło... Wiec po trzech godzinach łażenia po płazy, wrócił na śniadanie do hotelu... ;) A potem poszedłem odespać pobudkę o 4.30.;) Jak sie obudziłem, to zrobiłem coś, co mi się nie zdażyło od początku wyjazdu. Zostawiłem w pokoju wszystko. Telefon, aparat, itd. Wziąłem kąpielówki, trochę kasy na coś do picia i polazłem na plaże. Ale nie umiem leżeć plackiem na piasku...;) Wiec łaziłem wzdłuż brzegu, po kolana w wodzie, ciesząc sié jak dziecko. Po jakichś 10 km, nabrałem ochoty na kąpiel. Wiec do morza, a potem położyłem się na brzegu, i myślałem o niebieskich migdałach, pozwalając obmywać sie falom. W sumie tak mógłby leżeć nawet dość długo, ale po pierwsze zacząłem wzbudzać niepokój ludzi, bo podchodzili sprawdzać czy żyje, a po drugie zrobiłem się głodny... Więc do hotelu, prysznic i coś zjeść. Miałem ochotę pójść do jednej "restauracji" żeby zjeść jakie owoce morza, ale przypomniała mi si...

23

Rano wymeldowałem się z hotelu, bo o 7 miał odjechać autobus do Ngwe Saung... Niestety okazało się że odjeżdża dopiero o 10.30... Więc wróciłem do Hotelu, odebrałem klucz i walnąłem sie na wyro... Źle się spało w tym syfie. Śmierdziało szambem, było duszno, wilgotno, a za oknem "tłukły" sie gołębie... No ale tani był...  W każdym razie o 9 po raz drugi wymeldowałem sie z hotelu, i poszedłem poszukać czegoś do jedzenia, bo poranną porcję bananów już dawno przetrawiłem.  Po jedzeniu na "przystanek" i czekam.. I wtedy moim oczom ukazał się transport... Cieżko go nazwać autobusem. ;) Taka krótsza wersja "ogórka" ale przód ja rasowa amerykańska ciężarówka.. ;) w środku wąskie siedzenia, ludzi więcej niż przewiduje jakakolwiek norma, kosze z bananami, bo na dachu nie było już miejsca. Moje miejsce zajął jakiś mnich, i był bardzo niezadowolony jak go z niego wyprosiłem.  Nie lubię ich... Tak samo jak księży...  80km, pokonaliśmy w 3h, cały czas siedziałem z nogam...