Posty

16

O drugiej w nocy dotarłem do Kalaw... Zmarznięty, niewyspany. Na szczęście udało się od razu znaleść  nocleg, wiec tylko zęby i spać... W życiu nie przypuszczałem że w Birmie będę spał pod kocem i kołdrą... A i tak mnie telepało. O 7 pobudka, bo jest plan ruszyć na szlak, i w trzy dni przejść prze górki do Inle Lake. Taki więc pełen optymizmu, i lekkiego niepokoju (bo nie ma szlaków i mapy) ruszam w trasę. Łapie "MotoTaxi" pokazuje gdzie chcę dojechać, ustalamy cenę i jedziemy. Po 5 km, pan sie zatrzymuje i pokazuje ze to tu. No to ruszam. Droga jak to w Birmie;) Na początku widoki żadne, ale postanowiłem nie tracić wiary. Po jakiejś godzinie, pytam się napotkanego lokalsa o wiochę do której powinienem dotrzeć. Śmieje się, i pokazuje że dalej prosto... Ni to idę... Po kolejnych dwóch godzinach marszu docieram do jakiejś wioski. W lokalnym sklepiku kupuje coś do picia i herbatniki, co by zabić lekko głód. Pytam o drogę. Nikt nie wie, a siedziało tama 10 osób. W końcu zawołali ...

17

Niestety poranek nie przyniósł oczekiwanej poprawy... Na dzień dobry błądziłem 40 min, szukając nowego lokum, bo Pani narysowała zła mapę, a oczywiście każdy kogo pytałem pokazywał inny kierunek... Masakra. Potem szukałem transportu (łodzi) żeby sie dostać do Sankar. Ciężko im wytłumaczyć że nie chcę oglądać "turystycznego zoo", mnichami i ich skaczących kotów, i tym podobnych atrakcji. Dobił mnie gość który mnie wyprosił z baru, odmawiają podania jedzenia... WTF!!! Poszedłem na targ, bo tam zawsze można "dobrze" (no może tanio) zjeść. Trafiłem na pyszną zupę...;) najedzony, poszedłem szukać ciekawych kadrów, czyli powalając się po okolicy, unikając turystów.  Na kolacje moje ulubione mandarynki, i książka na dobranoc...

15

Drugi dzień w Bagan. Wczoraj podjąłem decyzje że nie ma sensu tu siedzieć trzy dni. Szkoda kasy i czasu. Wykupiłem bilet na nocny autobus do Kalaw. I tak trochę bez pomysłu na dzisiejszy dzień, znów poszedłem na "spektakl". Skoro już tak rano wstałem... ;) potem pare kilometrów spaceru, śniadanie (najdroższe jakie jadłem, ale wybaczam im za pomidory i ogórki). Wróciłem do hotelu o 11, aby zwolnić pokój, posiedziałem trochę walcząc z internetem, żeby zabukować bilet do Bangkoku, i znów ruszyłem na "dzielnie"... To jak Ci ludzie mieszkają, nie przestanie mnie dziwić... Można powiedzieć ze żyją na jednym wielkim wysypisku śmieci... A w tym wszystkim dzieci, świnie, psy i kury... Niby większość "obejść" pozamiatana, ale co z tego jak za płotem gnój... Widać też od razu różnicę w "szczeblu" społecznym. Niektóre domy murowane, inne drewniane. Najwiecej oczywiście jest tych z mat bambusowych, ale tu tez jest różnica. W wielkości, wykończeniu, ilości zab...

Bagan, gdzie słońce wstaje najpiękniej...

Wstałem... Wszystko mnie boli. Kręgosłup, nogi, "siedzenie". No ale "spektakl" czeka... Prysznic, plecak z aparatem na plecy i w drogę... Po 5 km, znalazłem "stupę" na która dało się wejść, o się zaczęło... To rzeczywiście magiczne miejsce... Wschodzące słońce, poranna mgła i tysiące "kolczyków" w rożnych formach i rozmiarach... Zdjęcia tego nie oddają... Po raz pierwszy żałowałem, ze nie mam kasy... Na lot balonem... To dopiero musi być przeżycie... Ale jak sie nie ma co by sie chciało, to szuka się czegoś innego... Tak więc opuściłem pogodę, i polazłem się "zgubić"... Moje główne zadanie polegało na unikaniu wszelkich miejsc, gdzie jeździli turyści w swoich klimatyzowanych autokarach, małych busikach, i na elektrycznych skuterach... Tak naprawdę dzisiaj (czyli jutro) zdałem sobie sprawę że podczas tych dwóch dni w Bagan, i przejściu prawie 80km, nie widziałem ani jednego białego, który by chodził. Nie mowię oczywiście o zwiedzaniu skl...

Od wschodu, do zachodu...

...czyli 16h na barce... Udało sie dotrzeć na barkę dla lokalnej ludności. Dzieki temu uniknąłem podróży z wieśniakami turystami, choć kilku sie znalazło na barce razem ze mną... Ale ich ignorowałem;) wiem, jestem okropny... To było ciekawe przeżycie, choć mega długie... I pod koniec już bardzo męczące... 12h, jakoś jeszcze dałem radę. Potem się poddałem, i zamieniłem podłogę na krzesełko dla "białej rasy"... Przypłynąłem do Bagan jakoś ok.22.. Na "przystani" tłum naganiaczy, pertraktacje i transport do "hotelu" ceny jedne z najdroższych, a standard najgorszy. Ale spać gdzieś trzeba. Do łóżka, tym razem bez prysznica, bo zmarzłem jak cholera, a rano trzeba wstać o 5...

12

Udało sie dotrzeć do Mandalay w normalnej porze. O 12, byłem już w hotelu, zostawiłem plecak na recepcji i nad rzekę... Wcześniej byłem tam też przed zachodem słońca, i w sumie nie wiele widziałem. Skupiłem się nad wykorzystaniem słońca do zdjęć, a nie oglądaniu tego co ukryte w cieniu...  Dziś było inaczej... Wszystko w pełnym słońcu, wszystko jak na dłoni... Wali po psychice... Masakra. Trochę mnie to przerosło, wiec do hotelu wróciłem lekko przybity. Choć już długo po zmroku.  Jednak tak patrząc z perspektywy czasu (piszę z Bagan), to Mandalay w formie która ja odkryłem, jest jednym z najbardziej interesujących miejsc w Birmie...

"Maszeruj, albo zdychaj"...

Obraz
Pobudka o 5.30 żeby bycć zaraz po otwarciu. Ale oczywiście zamknięte. Czekając aż może ktoś się pojawi, zjadłem najlepszy makaron w Birmie, i znów "pocałowałem" klamkę... Trzeci raz postanowiłem nie próbować bo szkoda czasu. Więc ruszyłem na "stopa"... Czekałem godzinę... Przez cały  ten czas w kierunku którym mnie interesował, przejechało jedno auto... Co za kraj...  Żeby nie marnować czasu, postanowiłem ruszyć na treking w okolicę Hsipaw. Wcześniej gdzieś znalazłem taką mapę,  więc co szkodziło...;) mapa jak widać bardzo szczegółowa, ale podpytałam i udało sie wyjsć na "szlak"... Jako iż Hsipaw leży w dolinie, to wszystko było zamglone, przez co nie "wyłapałem" znaków ostrzegawczych... Na trasie nie ma absolutnie nic ciekawego. Żadnych pięknych tarasów ryżowych, zapychających dech w piersiach widoków na pola herbaciane, czy piękne zielone krajobrazy. Totalnie nic.. Czerwona droga, góra w porze deszczowej zamienia się w rwący strumień, kilka mał...