"Pociąg do bollywood"...

Stalo się...
Znów jadę gdzieś w pizdu... Nie przypuszczałem że w tym roku sie uda, bo pierwsze półrocze  niezapowiadało takiego happy endu...
Dwa dni temu skończyłem jeden z najcięższych filmów przy jakim pracowałem. Z idiotą reżyserem, hollywoodzką obsadą, i amerykańska produkcją w tle. Kosztowało mnie to trochę wysiłku, ale sie udało. Wytrzymałem do końca, nie pobiłem nikogo, a wspaniałą ekipę bedę długo wspominał...
A teraz siedzę na lotnisku, pije drogie espresso (bo takie ceny), i zastanawiam się czy wszystko zabrałem. Bo plecak jest podejrzanie lekki jak na trzy miesiące, trzy kraje i trzy strefy klimatyczne... ;) Zaczynam w New Delhi. A potem jest plan, o którym bedę sie starał pisać na bierząco.
Może wytrwam do końca, a nie jak ostatnim razem.. ;)
Czas się odprawić... Następny wpis już z Indii...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

8

Baloniki..

27